
– Rozumiem. No i Hannagar i Elja, ale o nich lepiej nie wspominać.
Siska przestała ich słuchać. Zobaczył ją Tsi-Tsungga i przybiegł roześmiany.
– Siska! – wołał radośnie. – Nie widziałem cię od czasu, gdy wróciłaś z Nowej Atlantydy. Jak się masz, moja księżniczko?
Przyglądała się jego twarzy promieniejącej radością z ponownego spotkania. Starała się nie dostrzegać wspaniałego ciała ani cienkiej, zwierzęcej skóry, która nie była w stanie ukryć mięśni. Tsi był tak porażająco zmysłowy, że świat zawirował jej przed oczyma. On jest mój, myślała. Nic go nie obchodzą inne. Mogę go mieć, gdy tylko zechcę. Nie wiem jednak, czy się odważę.
– Dziękuję, czuję się świetnie – odparła swobodnie. – A ty?
Stali wpatrzeni w siebie, nie zauważyli nawet, że Ram z Indrą odeszli.
– Tęskniłem za tobą – zapewniał Tsi. – Nigdy nie mieliśmy okazji spotkać się w moim lesie.
– Wiem. – Siska uśmiechnęła się skrępowana. – Tsi, gdyby ktoś się dowiedział o naszej umowie, nigdy by mi nie pozwolono uczestniczyć w ekspedycji. Oni by się nie zgodzili zabrać nas obojga.
Tsi energicznie skinął głową.
– Najlepiej nikomu nic nie mówić.
– Tak, tak będzie rzeczywiście najlepiej.
Żadne nie dało do zrozumienia, czy zechce skorzystać z szansy, gdyby się tak zdarzyło, że gdzieś w Ciemności znajdą się sam na sam.
Powoli poszli w stronę pojazdów. Siska myślała o tym, co obiecała Tsi. Że mianowicie pomoże mu wydobyć się z samotności. Że pójdzie do niego do lasu, gdzie w spokoju mogliby się nawzajem lepiej poznać, ofiarować sobie trochę rozkoszy. Nie do tego stopnia wprawdzie, by ona utraciła cnotę, oboje byli zdecydowani ją chronić. Tsi-Tsungga bowiem jest istotą natury, z którą nikt nie powinien się wiązać, Siska zaś jest człowiekiem, księżniczką przeznaczoną dla kogoś innego, może dla bardzo wysoko postawionego mężczyzny. Tsi natomiast nigdy nikogo nie będzie miał, jest bowiem jedynym przedstawicielem swego gatunku.
