
Ekspedycja w tamte rejony jest gotowa do startu, chociaż właściwie jest to wyprawa bez wielkich nadziei na powodzenie i na powrót do domu. Góry Czarne bowiem najzupełniej słusznie nazywa się też Górami Śmierci i ktoś, kto znajdzie się pod wpływem dominującego w nich zła, sam stanie się zły. Właśnie to najbardziej wszystkich przeraża.
1
Ostatnie przeszkody zostały usunięte.
Czas nadszedł.
Oto nastał dzień, na który oczekiwali wszyscy i którego tak się obawiali. Teraz nareszcie wyruszą do Ciemności, do Gór Czarnych, by podjąć próbę odnalezienia źródła jasnej wody i przyniesienia do Królestwa Światła odpowiedniego jej zapasu.
Ale dzień i noc przed odjazdem nie okazały się ani spokojne, ani przesycone dobrym światłem jak zwykle. Pojawiły się jakieś osobliwe, budzące lęk zjawiska.
Jak na przykład głośne krzyki z Gór Czarnych. Nigdy przedtem nie były jeszcze takie pełne skargi, takie natrętne i trudne do zlekceważenia. Rozlegały się przez okrągłą dobę – niekiedy żałosne niczym serdeczny płacz, to znowu gwałtowne i donośne, przenikające powietrze niczym trzask bicza. W Srebrzystym Lesie liście szeleściły niespokojnie jak w wielkim strachu. Z daleka można było widzieć migotliwe refleksy, kiedy poruszały się niby w podmuchach nie istniejącego tu przecież wiatru.
Najdziwniejsze ze wszystkiego przytrafiło się w nocy. Noce w Królestwie Światła zawsze są jasne, światło zmienia się tylko trochę, staje się jakby lekko przytłumione. Teraz jednak wydarzyło się coś niepojętego nawet dla Strażników, światło mianowicie przygasło tak, że zrobiło się prawie całkiem ciemno. Zapadła przy tym złowieszcza cisza, nawet ptaki umilkły zdumione i wszelkie dźwięki ustały. Tylko krzyki z Gór Czarnych odbijały się od ścian w Królestwie Światła, jakby pochodziły z wnętrza otoczonego murem państwa, a nie z dalekich rejonów nieznanej Ciemności.
