Nagła cisza za plecami sprawiła, że ojciec magów odwrócił się i zaczerwienionymi od łez oczami spojrzał na wysoką postać w czarnej szacie z kapturem.

IPSLORE RUDY? zapytał przybysz. Glos był głuchy jak jaskinia, ciężki jak gwiazda neutronowa.

Ipslore uśmiechnął się strasznym uśmiechem człowieka nagle obłąkanego. Podniósł dziecko, pokazując je Śmierci.

— Mój syn — oznajmił. — Nazwę go Coin.

IMIĘ NIE GORSZE OD INNYCH, stwierdził uprzejmie Śmierć.

Puste oczodoły wpatrywały się w małą okrągłą buzię otuloną snem. Wbrew plotkom. Śmierć nie jest okrutny; jest po prostu perfekcyjny, straszliwie perfekcyjny w swej pracy.

— Zabrałeś jego matkę — rzekł Ipslore.

Było to obojętne stwierdzenie, na pozór bez gniewu. W dolinie za klifami dom Ipslore’a zmienił się w wypaloną ruinę; wzmagający się wiatr roznosił już po wydmach delikatny popiół.

TAK NAPRAWDĘ TO ZMARŁA NA ATAK SERCA, wyjaśnił Śmierć. SĄ GORSZE SPOSOBY UMIERANIA. MOŻESZ MI WIERZYĆ.

Ipslore spojrzał w morze.

— Cała moja magia nie zdołała jej ocalić.

ISTNIEJĄ MIEJSCA, GDZIE NIE DOCIERA NAWET MAGIA.

— A teraz przyszedłeś po dziecko?

NIE. TO DZIECKO MA SWOJE PRZEZNACZENIE. PRZYBYŁEM PO CIEBIE.

— Aha…

Mag wstał, ostrożnie ułożył śpiące niemowlę na rzadkiej trawie i podniósł leżącą tam długą laskę. Wykonano ją z czarnego metalu, a siatka srebrnych i złotych rzeźbień nadawała jej wygląd bogaty, złowieszczy i niegustowny. Metalem tym był oktiron, immanentnie magiczny.

— To ja ją zrobiłem, wiesz? Wszyscy powtarzali, że nie można zrobić laski z metalu, że musi być z drewna. Ale mylili się. Włożyłem w nią sporo z siebie. Dam mu ją.

Z uczuciem przesunął dłońmi po lasce, a ta zabrzęczała cicho.

TO DOBRA LASKA, pochwalił Śmierć.

Ipslore podniósł ją przed sobą i zerknął na swego ósmego syna, który gaworzył coś przez sen.



2 из 236