— Chciała mieć córkę…

Śmierć wzruszył ramionami. Ipslore obrzucił go wzrokiem pełnym zdumienia i wściekłości.

— Wiesz, kim on jest?

ÓSMYM SYNEM ÓSMEGO SYNA ÓSMEGO SYNA, odparł Śmierć, niewiele wyjaśniając. Wiatr szarpał jego szatą i przetaczał po niebie czarne chmury.

— A czym go to czyni?

CZARODZICIELEM, JAK DOSKONALE WIESZ.

Jakby na zawołanie zahuczał grom.

— Jakie jest jego przeznaczenie? — zawołał Ipslore, przekrzykując narastającą wichurę.

Śmierć znowu wzruszył ramionami. Potrafił to robić.

CZARODZICIELE SAMI SOBIE KSZTAŁTUJĄ PRZEZNACZENIE. LEKKO TYLKO DOTYKAJĄ ZIEMI.

Ipslore wsparł się na lasce, bębniąc po niej palcami, zagubiony w labiryncie myśli. Uniósł lewą brew.

— Nie — szepnął. — Nie. Ja pokieruję jego przeznaczeniem. ODRADZAM TAKIE KROKI.

— Nie przeszkadzaj! I słuchaj, kiedy mówię: przepędzili mnie swoimi księgami, swoimi rytuałami i swoją Sztuką! Nazywali siebie magami, a w całych swoich tłustych cielskach mieli mniej magii niż ja w małym palcu! Wypędzili! Mnie! Bo pokazałem, że jestem człowiekiem! A czym byliby ludzie bez miłości?

GINĄCYM GATUNKIEM, odparł Śmierć. MIMO TO…

— Słuchaj! Wygnali nas tutaj, na koniec świata, i to ją zabiło. Próbowali mi odebrać laskę! — Ipslore przekrzykiwał wycie wichury. — Ale została mi jeszcze odrobina mocy — oznajmił. — I powiadam, że syn mój uda się na Niewidoczny Uniwersytet i tam będzie nosił kapelusz nadrektora, a wszyscy magowie świata będą kłaniać się przed nim! Pokaże im, co tkwi w najgłębszych zakamarkach ich serc… Ich tchórzliwych, chciwych serc. Pokaże światu prawdziwe przeznaczenie i nie będzie magii potężniejszej niż jego!

NIE.

Śmierć wymówił to słowo dziwnie spokojnie, a jednak zabrzmiało głośniej niż ryk burzy. Ipslore na moment odzyskał zmysły. Niepewnie przestąpił z nogi na nogę.

— Co? — zdziwił się.



3 из 236