
Nagły niepokój pojawił się w oczach chłopca.
– Tęsknił? Czy wyjeżdżasz? Tak szybko wezwano cię do obowiązków?
– Nie mnie. Powinienem był przekazać ci tę nowinę wcześniej, ale jak zawsze twoje słowa poprowadziły moje myśli daleko od punktu wyjścia. Nie ja wyjeżdżam, lecz ty. Dlatego właśnie dziś cię odszukałem. Musisz się spakować, ponieważ zostałeś wezwany do domu. Twoja babka i matka powiadomiły nas, że twój dziadek jest umierający. Obawiają się, że lada chwila dokona żywota. – Widząc smutek na obliczu chłopca, dodał: – Przykro mi, że przekazuję ci tę informację tak wprost. Rzadko mówiłeś mi o swojej rodzinie. Nie zdawałem sobie sprawy, że jesteś tak bardzo związany z dziadkiem.
– Nie jestem – odrzekł po prostu Wintrow, – Prawdę powiedziawszy, ledwie go znam. Kiedy byłem mały, bardzo często przebywał na morzu, a gdy wracał do domu, stale mnie przerażał. Nie okrucieństwem, ale… wewnętrzną siłą. Wszystko, co go dotyczyło, zawsze wydawało mi się zbyt ogromne: od jego głosu po brodę. Już w dzieciństwie ilekroć podsłuchałem, co mówią o nim inni ludzie, uświadamiałem sobie, że traktują go jak żywą legendę albo bohatera. Nie przypominam sobie, żebym choć raz nazwał go dziadziem lub choćby dziadkiem. Kiedy przybywał do domu, miotał się po pokojach niczym północny wicher i przeważnie ukrywałem się przed nim, zamiast cieszyć się jego obecnością. Czasem musiałem przed nim stanąć, a wówczas… to jedyne, co pamiętam… ciągle pytał, dlaczego jestem taki mały. “Dlaczego ten chłopak jest taki drobny? – grzmiał. – Wygląda tak jak moi synowie, tyle że jest o połowę od nich mniejszy! Nie karmicie go mięsem czy co? Nie jada wystarczająco dużo?” Potem przyciągał mnie do siebie i sprawdzał grubość mojego ramienia, a ja czułem się, jakby tuczono mnie na ucztę. W tamtych czasach stale się wstydziłem mojego niewielkiego wzrostu, czułem się winny… Odkąd oddano mnie do stanu kapłańskiego, nie widziałem dziadka, moje uczucia wobec niego wszakże się nie zmieniły. A jednak to nie dziadek mnie przeraża, nie boję się też czuwania przy jego łożu. Chodzi o podróż do domu, Berandolu. Tam będzie tak… hałaśliwie.
