– Miałeś krótsze ramię? – spytał zaskoczony Wintrow.

– Tak. We wczesnym dzieciństwie upadłem na rękę i ramię goiło się przez długi czas, a kiedy się zrosło, nie było tak silne jak drugie. Na szczęście kapłani mnie wyleczyli. Zostałem wyznaczony do sadu wraz z zespołem podlewaczy. Odpowiedzialny za grupę kapłan kazał mi nosić różniące się ciężarem kubełki. Cięższy niosłem słabszą ręką. Najpierw uważałem pomysł kapłana za szalony, przecież rodzice zawsze mnie uczyli, żebym posługiwał się głównie silniejszą ręką. To był mój pierwszy krok w świat przykazań Sa.

Wintrow na moment zmarszczył brwi, potem uśmiechnął się i wyrecytował.

– “Wystarczy, by najsłabszy z ludzi wypróbował swą siłę, a wtedy stanie się silny”.

– Właśnie. – Kapłan wskazał gestem długi, niski budynek przed nimi. Zmierzali do cel akolitów.

– Posłaniec przybył z dużym opóźnieniem. Będziesz się musiał szybko spakować i natychmiast wyruszyć, żeby dotrzeć do portu, zanim odpłynie twój statek. Czeka cię długi spacer.

– Statek! – Na twarz Wintrowa powróciło przerażenie. – Nie pomyślałem o tym. Nienawidzę morskich podróży. No cóż, nie zdołam inaczej dotrzeć z Jamaillii do Miasta Wolnego Handlu. – Po chwili chłopiec zasępił się jeszcze bardziej. – Mam iść do portu? Nie przygotowano dla mnie furmanki?

– A więc tak szybko wracasz do świata luksusów i bogactw, Wintrowie? – upomniał go Berandol. Kiedy speszony chłopiec zwiesił głowę, młody kapłan kontynuował: – Cóż, w liście napisano, że rodzina byłaby zadowolona, gdyby jakiś przyjaciel ofiarował ci swoje towarzystwo podczas pieszej wędrówki.



23 из 391