– Ciszej dodał: – Podejrzewam, że twoja rodzina nie jest już tak zamożna jak niegdyś. Wojna Północna zaszkodziła wielu kupieckim rodzinom. Sporo ich towarów nigdy nie spłynęło Rzeką Kozią, innych nie udało się sprzedać. – Zadumał się, po czym ciągnął dalej: – A nasz młody Satrapa nie sprzyja Miastu Wolnego Handlu, jak to czynili jego ojciec i dziadowie. Tamci najwyraźniej sądzili, że tak odważni ludzie, którzy osiedlili się na Przeklętych Brzegach, powinni partycypować w hojnych skarbach, jakie tam znaleźli. Niestety, młody Cosgo myśli inaczej. Podobno uważa, że dostateczną nagrodą za ryzyko, które twoi przodkowie ponosili przez długi czas, są wspaniale zasiedlone Brzegi i brak dawnych niebezpieczeństw. Młody Satrapa nie tylko narzucił im nowe podatki, ale darowuje swoim ulubieńcom po kawałku ziemi w pobliżu Miasta Wolnego Handlu. – Potrząsnął głową. – Złamał słowo swoich dziadów i utrudnia życie przedstawicielom ludu, który zawsze był mu wierny. Z pewnością nie wyniknie z tego nic dobrego.

– Wiem, Berandolu. Powinienem się cieszyć, że nie muszę pokonać całej drogi na piechotę. Trudno mi wszakże zaakceptować podróż do miejsca, którego się obawiam, nie mówiąc o podróży statkiem. Będę nieszczęśliwy przez cały rejs.

– Mówisz o chorobie morskiej? – spytał z pewnym zaskoczeniem młody kapłan. – Nie sądziłem, że dotyka ona również przedstawicieli żeglarskich rodzin.

– Paskudna pogoda potrafi przekręcić żołądek każdego człowieka, ale… nie o to mi chodzi. Mówię o hałasie, nieustannej krzątaninie i ścisku. I o zapachu. A także o marynarzach. Są na swój sposób poczciwi, ale… – Chłopiec wzruszył ramionami. – Nie są tacy jak my, Berandolu. Nie mają czasu rozmawiać o sprawach, które tu omawiamy. A gdyby nawet spróbowali, zapewne ich wnioski swą prostotą przypominałyby rozważania naszych najmłodszych akolitów. Marynarze żyją jak zwierzęta i podobnie rozumują. Przez całą podróż będę czuł, że mieszkam wśród bydląt. Nie ma w tym oczywiście ich winy… – dodał, widząc zmarszczone brwi młodego kapłana.



24 из 391