
– Nie mógł mnie uczynić kapitanem jedynie z powodu mojego młodego wieku. Znam “Vivacię”. Powinnam nią dowodzić.
Althea pożałowała tych słów natychmiast, gdy je wypowiedziała. Właśnie ich spodziewał się po niej Kyle.
– Znowu zła odpowiedź. Powinnaś siedzieć w domu, zamężna z jakimś eleganckim chłopcem, równie zepsutym jak ty. Nie masz najmniejszego pojęcia o obowiązkach kapitana. Ponieważ twój ojciec pozwalał ci się bawić w żeglarstwo, myślisz, że potrafisz dowodzić statkiem. Zaczęłaś nawet wierzyć, że ojciec przeznaczył ci stanowisko kapitana. Mylisz się, moja droga. Ojciec wprowadził cię na pokład, ponieważ nie ma już synów. Wiele mi powiedział po narodzinach Wintrowa. Wiedz, że gdyby “Vivacia” nie była żywostatkiem, który wymaga na swoich deskach stałego pobytu członka rodziny, ani przez moment nie tolerowałbym twoich bzdurnych roszczeń. I zapamiętaj sobie jeszcze jedno. Ten żaglowiec potrzebuje po prostu przedstawiciela Vestritów. Nie tylko ty możesz reprezentować swoją rodzinę, “Vivacia” na pewno zgodzi się na chłopca nazwiskiem Haven. W żyłach moich synów płynie moja krew, ale także krew twojej siostry, chłopcy są w tym samym stopniu Vestritami, co Havenami. Następnym razem, gdy ten statek będzie wypływał z Miasta Wolnego Handlu, twoje miejsce zajmie jeden z moich synów, a ty zostaniesz na brzegu.
Althea poczuła, że blednie. Ten człowiek nie wiedział, co mówi, nie wiedział, jak straszliwa jest jego groźba. Własnym zachowaniem znowu potwierdził fakt, że nie ma najmniejszego pojęcia, czym są w istocie żywostatki. Nigdy nie powinien był zostać dowódcą “Vivacii”. Nikt nigdy nie powinien mu na to pozwolić. Gdyby ojciec był zdrowy, zrozumiałby tę oczywistą prawdę.
Na twarzy dziewczyny Kyle Haven prawdopodobnie dostrzegł rozpacz albo bunt, ponieważ nagle mocno zacisnął usta. Zastanawiała się, czy mężczyzna nie tłumi przypadkiem uśmiechu, gdy dodał:
– Resztę podróży spędzisz w swoich kwaterach. Jesteś wolna. Althea nie poddawała się. Skoro dotarli tak daleko, nie miała już nic do stracenia.
