
Jednak nie mogła zaprzeczyć, że z niecierpliwością czeka na przebudzenie żywostatku. Ileż godzin spędziła wyciągnięta na bukszprycie, tuż przy galionie i patrzyła na rzeźbione drewniane powieki, które zakrywały oczy prującej fale “Vivacii"? Figura dziobowa “Vivacii” nie była zwykłą drewnianą, pomalowaną farbami rzeźbą jak galiony zwykłych żaglowców; ją wykonano z czarodrzewu! Na razie rzeczywiście była malowana, lecz w momencie, gdy na jej pokładzie umrze Ephron Vestrit, farba odpadnie. Wówczas loki nie będą już pozłacane, lecz złote i naturalnie faliste, a z wydatnych kości policzkowych i policzków zniknie różowy barwnik i pojawi się na nich naturalny rumieniec. “Vivacia” miała zielone oczy. Althea świetnie o tym wiedziała. Mówiono, że można się tylko domyślać koloru oczu żywostatku, aż do chwili, gdy otworzy je śmierć trzech kapitańskich pokoleń. Ale Althea wiedziała, że “Vivacia” ma oczy zielone jak morska sałata. Wyobrażając sobie, jak się otwierają, zawsze się uśmiechała. Nawet teraz.
Uśmiech jednak zbladł, gdy przypomniała sobie słowa Kyle'a. Dobrze rozumiała, co jej szwagier zamierza zrobić. Usunąć ją ze statku i wprowadzić na pokład jednego ze swoich synów. A kiedy ojciec Althei umrze, Kyle postara się zachować stanowisko kapitana “Vivacii”; zatrzyma też na pokładzie chłopca, przedstawiciela Vestritów, by uszczęśliwić statek. W pierwszej chwili dziewczyna uznała tę pogróżkę za czczą, wszak żaden z synów Kyle'a nie wydawał się odpowiedni: jeden był zbyt młody, drugi miał zostać kapłanem. Althea nie miała nic przeciwko swoim siostrzeńcom, ale Selden – nawet gdyby wiek pozwalał mu zamieszkać na pokładzie statku – miał przecież duszę farmera.
