Niebo miało barwę czystego, radosnego błękitu, z którego ostatniej nocy burza usunęła resztki chmur. Długą krzywiznę skalno-piaszczystej plaży przerywał jedynie słodkowodny strumień, spływający z wysokiej trawiastej skarpy za plażą; wił się po piasku, ostatecznie znikając w morzu. W oddali wznosiły się wyższe klify z czarnego iłołupka, otaczając wianuszkiem daleki koniec półksiężycowej plaży. Jedna łupkowa skała w kształcie krzywej zębatej wieży sterczała samotnie ponad niewielkim plażowym obszarem, który ciągnął się za regularnym pasem klifów. Przez wyłom w skałach można było dostrzec skrawek błękitnego nieba i niespokojne morze.

– Ostatniej nocy mieliśmy spory wiatr i wysokie fale przybrzeżne, panie. Niektórzy mawiają, że na wędrówkę po Plaży Skarbów najlepsze są trawiaste wydmy, o tam, na górze… Mówią też, że po silnej burzy fale wyrzucają na brzeg różne rzeczy… tak kruche, że powinny się do szczętu roztrzaskać o skały, a jednak skarby mięciutko lądują na turzycy, tam na górze. – Gankis urywanym głosem wysapywał słowa, usiłując dotrzymać kroku swemu kapitanowi. By nadążyć za wysokim piratem, musiał nieźle przebierać nogami. – Mój wuj… a ściśle rzecz biorąc, mąż mojej ciotki, czyli matki mojej siostry… twierdził, że zna mężczyznę, który znalazł na górze małe drewniane pudełko, połyskliwie czarne i całe pomalowane w kwiaty. Wewnątrz znajdowała się maleńka szklana statuetka kobiety ze skrzydłami motyla. Nie było to szkło przezroczyste, nie, nie… i barwy skrzydeł wręcz wirowały w szkle. – Gankis przerwał opowieść i nieco pochylił głowę, patrząc ostrożnie na Kennita. – Chciałbyś, panie, wiedzieć, co to oznaczało według Innego? – zapytał cicho.



6 из 391