– Mówisz… że jesteś nie winny? Uśmiechnął się ironicznie.

– O tak, wiem… To właśnie… wszyscy tak mówią, prawda? – Jego uśmiech zgasł. Powtórzył z wielkim naciskiem: – Ale ja naprawdę tego nie zrobiłem. Przysięgam. Pomóż mi.

Oczy mu się zaszkliły. Kirsty zrozumiała, że znów popada w śpiączkę. Za każdym razem, gdy jak w modlitewnym transie powtarzał słowo „niewinny", rosła jej udręka. Jeśli jest choć cień szansy, że mówi prawdę, jak może go tam odesłać?

W końcu uspokoił się i zapadł w sen. Usiadła przy piecu, gdyż nagle zaczęła się cała trząść. Po chwili zrozumiała, że ciepło jej teraz nic nie pomoże. Przez rok głuszyła w sobie wszelkie wspomnienia, a teraz nieoczekiwane pojawienie się tego zbiega obudziło je na nowo. Przez chwilę zapałała nienawiścią do niego. Gdyby choć działał telefon, wezwałaby kogoś i zabrano by intruza, a ona znów wróciłaby do swego bezpiecznego odrętwienia. Potem uświadomiła sobie, że na to jest już za późno. On jest tutaj i trzeba doprowadzić sprawę do końca – bo inaczej nigdy nie odzyska spokoju.

– Dobra – mruknęła, podnosząc się z miejsca. – Jeśli trzeba to zrobić, zabierzmy się porządnie do dzieła.

Miała jeszcze masę whisky. Jack kupił butelkę tuż przed aresztowaniem, a ona nie wypiła nawet kropelki. Podgrzała porcję mleka, wsypała dużo cukru, nie żałowała też trunku. Trzeba było wytrwałości i sprytu, by obudzić go i wlać mu płyn do gardła, ale w końcu się udało. Zapadł ponownie w niespokojny sen, a Kirsty odczekała godzinę, zanim powtórzyła cały zabieg. Był równie chory, co wygłodzony i musiała jakoś pobudzić w nim energię, by zdołał zjeść normalny posiłek.

Noc ciągnęła się w nieskończoność. Czuwała przy nim, pojąc go, jak tylko często mogła. Czasami leżał spokojnie, to znów powracały majaki i wtedy miotał się strasznie, próbując zrzucić okrycie i wykrzykując, że jest niewinny.

– Cicho – Kirsty reagowała od razu na dźwięk owego słowa. – Nie mów tego.

Znów otworzył oczy, ale Kirsty nie wiedziała, czy ją widzi.



16 из 182