
A potem Will zginął nagle w wypadku i Kirsty w wieku osiemnastu lat została sama na tym świecie. Zdarzyło się to akurat na tydzień przed żniwami i Kirsty oprócz rozpaczy spowodowanej śmiercią ojca musiała martwić się także o to, jak ratować plony. Całe szczęście wtedy właśnie pojawili się Jack i Caleb Trennonowie, dwaj Cyganie, którzy szukali pracy.
Przez większą część roku Jack i Caleb wędrowali z taborem, przemierzając cały kraj wzdłuż i wszerz. Uważali wciąż jednak Dartmoor za swój dom i latem zawsze wracali na żniwa. Kirsty zatrudniła ich z radością. Caleb, młodszy i wyższy od Jacka, był czarującym, skorym do śmiechu chłopakiem. Jack zaś – małomównym, silnym i barczystym mężczyzną. Pracował za dwóch, godzinami nie zdradzał zmęczenia i nie odzywał się więcej niż dwoma słowami.
Tamtego roku mieli rekordowe żniwa. Cała trójka od świtu do zmierzchu zbierała plony, wyjątkowo szczodrze ofiarowywane przez farmę Everdene. Kirsty kochała swój dom jak nigdy przedtem, a jej myśli często biegły do Willa. Obiecywała mu, że nie zmarnuje cennego daru, który jej zostawił.
Później, pod koniec lata, zdarzył jej się nieszczęśliwy upadek i złamała nogę w kostce. Kiedy Jack niósł ją do domu w swych mocarnych ramionach, Kirsty myślała z niepokojem, jak też sobie poradzi, gdy jesienią odejdzie od niej ta para niezmordowanych rąk. Ostatecznie Caleb odszedł, a Jack pozostał, obiecując doczekać chwili, gdy Kirsty odzyska sprawność. Parę dni potem, wróciwszy z Ollershaw, sąsiedniej wioski, powiedział z wymuszoną niedbałością:
– Ludzie zaczynają gadać, Kirsty. Wiesz co… że niby ty i ja tutaj, tylko we dwoje… Coś chyba trzeba z tym zrobić.
– A co można zrobić?
– Albo sobie pójdę, albo się pobierzemy – powiedział, wzruszając ramionami.
Podjęła błyskawiczną decyzję. Potem nieraz wyrzucała sobie okrutne wyrachowanie, ale w jej postanowieniu było przecież ślepe pragnienie bezpieczeństwa i to, być może, ją usprawiedliwiało.
