Kirsty towarzyszyła swemu tacie od chwili, gdy skończyła trzy lata. Pewnego ranka wyskoczyła za nim z domu, wrzeszcząc: „Ja też idę, ja też, ja też." Ojciec roześmiał się, wziął ją na barana i od tej pory zawsze chodziła razem z nim. Przy jego boku poznawała świat i surowe piękno Dartmoor.

Z początku myślała, że cały świat jest tak wspaniale dziki jak te wrzosowiska, lasy i bagna, jak niedostępne skaliste pagórki, usiane tajemniczymi, prehistorycznymi głazami. Will jednak powiedział jej, że tylko Dartmoor jest wyjątkowe i że tylko tu jest tak pięknie; że jest to prawdziwy skarb południa Anglii i że mieszkanie tu jest niezwykłym przywilejem.

Kirsty znała okolicę jak własną kieszeń. Nie obchodziła jej jedynie ta część wrzosowisk, gdzie we wsi Princetown mieściło się więzienie. Wystarczyło je raz zobaczyć, by pozostawiło niezatarty ślad w pamięci. Olbrzymi, szary budynek z pięcioma rzędami małych okienek nasuwał smutne myśli o losie ludzi zamkniętych za granitowymi murami, odciętych od piękna natury, z którą ona obcowała na co dzień.

Gdy miała czternaście lat, zmarli dziadkowie. Od tej pory ona i jej ojciec mieli te sama prawa na farmie. Tak jak Will mogła prowadzić traktor albo pomagać przy narodzinach cielaka. Will twierdził, że jest urodzoną farmerką, może tylko jej ciekawość świata, niecierpliwość i skłonność do pośpiechu wyróżniały ją spośród innych mieszkańców wsi.

– Jesteś w gorącej wodzie kąpana – powiedział jej raz – zupełnie jak twoja mama. Też miała gorący temperament. Zapalała się, mówiła, co myśli, a dopiero potem się reflektowała – śmiał się – całkiem tak jak ty.

W tym, co mówił, nawet jeśli krytykował Kirsty, była wielka miłość i uwielbienie dla córki. Uwielbiali zresztą się nawzajem i przez następnych parę lat nic nie mąciło ich szczęścia.



3 из 182