
– Bliżej by mu było do Huty. A tam spokój.
– Jakub, ze Szwabów robią się wampiry?
– Nie jestem pewien, chyba tak.
– To i z Żydów powinny się robić. Dodawali krwi chrześcijańskich dzieci do macy. Tak mi opowiadała babka…
– E, to tylko bajki. Przecież to by było niekoszerne. – egzorcysta amator błysnął fachową wiedzą.
– A ja bym poszedł na dniach na kirkut i wykopał tego handlarza z rynku. Tego, co sprzedawał ryby… On wprawdzie zmarł jeszcze przed wojną – westchnął Jan, ocierając czoło rękawem.
– A jak go znajdziemy? Cholera mówiłem ludziom, żeby nie brali macew na fundamenty, a ci wszystko rozkradli. Teraz już nie dojdziemy, co Jakub?
– I tak byśmy nie doczytali się: kto i gdzie. Wszystko po hebrajsku.
– E, alfabet pewnie znaleźlibyśmy w encyklopedii, gdyby było trzeba.
– Musi ten handlarz, to na lewo od wejścia. Ten czerwony nagrobek z granitu.
– Ten czerwony był cadyka. Patrz, gdzie leży teraz – Jan machnął ręką.
W odległym końcu cmentarzyska leżał masywny granitowy nagrobek. Na płycie wyryto głęboko pięcioramienną gwiazdę oraz cytat z Lenina.
– Co u diabła? – zdziwił się Jakub.
– To było wtedy, gdy jeździłeś do Radomia do roboty. Ten bydlak Jakubowski odwrócił płytę do góry nogami i zafundował tej swojej kacapskiej dziwce pochówek jak się patrzy i to za psie pieniądze. Bydlę – wargi Tomasza skrzywiły się, ale nie splunął.
– To ten? Może nie…
– Pewnie, że ten. Weź lewarek, podnieś i zajrzyj. Są litery po hebrajsku.
– Może to ona wstaje?
– Może. Cholera, jeśli to nie ten, to trzeba będzie wykopać.
– Jakubowski nam za to z dupy jaja powyrywa – Jan miał pewne obiekcje.
– Gówno nam zrobi. O niczym nie musi wiedzieć.
– Jakub, a z komuchów robią się wampiry? – Jasne. Te najwredniejsze.
– Ale oni nie wierzą w Boga.
– Tym gorzej. No kończmy.
Podnieśli wieko. Wnętrze trumny przedstawiało sobą obraz nędzy i rozpaczy. Wyściółka była poszarpana na strzępy. Ubranie, które miał na sobie zmarły, także było podarte. Zwłoki leżały dziwacznie zwinięte.
