– O kurwa! Co tu się stało?

– Słodka tajemnica Marka z Truścianki. Ten bydlak sprzedawał ludzi Szwabom. Żydów, partyzantów, jak leciało. No i ktoś pogrzebał go żywcem.

– Marek Biłyj?

– Tego nie powiedziałem.

– A skąd wiesz?

– Od Ałmaza Paczenki. Zaraz po wojnie mi opowiedział. Miał prywatne porachunki z tym tu. Dowiedział się, że Marek go zabił i pochował, więc wykopał go, żeby choć w ciało wsadzić kulę. A ten jeszcze żył.

– I co Ałmaz?

– Zamknął trumnę i zakopał go ponownie. To był człowiek ze stali.

– To by się zgadzało, nie? Ten tu w męce się skończył i ma niewinną krew na rękach. To dlatego go wybrałeś?

– Jasne. No, czas brać się do roboty.

Wędrowycz rozpiął ceratową teczkę. Na pryzmie ziemi położył gazetę, tą od kiełbasy, a na nią zaczął wykładać swoje narzędzia. Drewniany młotek, osikowy kołek, żelazny gwóźdź, buteleczkę wody święconej oraz sierp. Pomocnicy cofnęli się z szacunkiem. Przeżegnawszy się, ujął sierp w spracowaną dłoń i nachyliwszy się nad ciałem, ciął z rozmachem nieboszczyka po gardle. Jan i Tomasz sprężyli się do ucieczki, ale nic się nie stało.

– Spokojnie – powiedział ich szef. Oni nie mają siły za dnia. W nocy, co innego.

– Gdybyśmy robili akcje w nocy, nie mylilibyśmy się tak często.

– Ale wtedy mogłyby zostać z nas kupki wylizanych gnatów. Teraz trzeba oddzielić głowę. Łopatą.

– Dlaczego nie sierpem wszystko? – zapytał Tomasz, podchodząc ze szpadlem.

– Sierpem tylko gardło. – A jeśli nie ma gardła?

– Kość gnykowa zazwyczaj zostaje.

Tomasz zagryzł wargi i walnął. Zachrzęściło, ale głowa nie oddzieliła się od tułowia. Szpadel zaklinował się między kręgami. Ten niewielki opór wprawił go niemal w przerażenie.

– Za słabo – uspokoił go szef. Depnij butem. Śmiało. Nie ugryzie cię.



4 из 165