
— Ale jest królestwem — wtrącił Fenn. - Panuje tam król.
— Panuje tam Emhyr var Emreis — uciął Codringher. - Ktokolwiek siedzi tam na tronie, siedzi z łaski i decyzji Emhyra. Ale jeśli już przy tym jesteśmy, to sprawdź, kogo Emhyr tam uczynił królem. Ja nie pamiętam.
— Już szukam — kaleka popchnął koła swego fotela, skrzypiąc odjechał w kierunku regału, ściągnął z niego gruby rulon zwojów i zaczął je przeglądać, rzucając przejrzane na podłogę. - Hmmm… Już mam. Królestwo Maecht. W herbie srebrne ryby i korony naprzemiennie w polu błękitno-czerwonym czterodzielnym…
— Pluń na heraldykę, Fenn. Król, kto jest tam królem?
— Hoet zwany Sprawiedliwym. Wybrany w drodze elekcji… — …przez Emhyra z Nilfgaardu — domyślił się zimno Codringher.
— …dziewięć lat temu.
— Nie ten — policzył prędko adwokat. - Ten nas nie interesuje. Kto był przed nim?
— Chwileczkę. Mam. Akerspaark. Zmarł…
— Zmarł na ostre zapalenie płuc, przebitych sztyletem przez siepaczy Emhyra albo tego Sprawiedliwego — Codringher znowu popisał się domyślnością. - Geralt, czy rzeczony Akerspaark budzi u ciebie jakieś skojarzenia? Czy to mógłby być tatunio tego Jeża?
— Tak — potwierdził wiedźmin po chwili namysłu. - Akerspaark. Pamiętam, Duny tak nazwał swego ojca.
— Duny?
— Takie nosił imię. Był królewiczem, synem tego Akerspaarka…
— Nie — przerwał Fenn, zapatrzony w zwoje. - Tu są wszyscy wymienieni. Legalni synowie: Orm, Gorm, Torm, Horm i Gonzalez. Legalne córki: Alia, Valia, Nina, Paulina, MaMna i Argentina…
— Odwołuję oszczerstwa rzucone na Nilfgaard i na Sprawiedliwego Hoeta — oświadczył poważnie Codringher. - Ten Akerspaark nie został zamordowany. On zwyczajnie zachędożył się na śmierć. Bo pewnie miał i bękartów, co, Fenn?
— Miał. Sporo. Ale żadnego o imieniu Duny tutaj nie widzę.
— I nie liczyłem, że zobaczysz. Geralt, twój Jeż nie był żadnym królewiczem. Nawet jeśli rzeczywiście spłodził go gdzieś na boku ten gbur Akerspaark, od praw do takiego tytułu dzieliła go, oprócz Nilfgaardu, cholernie długa kolejka legalnych Ormów, Gormów i innych Gonzalezów, z własną, zapewne liczną progeniturą. Z formalnego punktu widzenia Pavetta popełniła mezalians.
