Dziewczyna ziewnęła, spojrzała na Aplegatta, zamrugała, sprawiając wrażenie zdziwionej jego obecnością w stajni. Goniec milczał.

— Ciri — powtórzyła kobieta. - Zasnęłaś tam?

— Już idę, pani Yennefer!

Gdy Aplegatt okulbaczył wreszcie konia i wywiódł go na podwórze, po kobiecie i dziewczynie nie było już śladu. Kogut zapiał przeciągle i chrypliwie, rozszczekał się pies, wśród drzew odezwała się kukułka. Goniec wskoczył na siodło. Przypomniał sobie nagle zielone oczy zaspanej dziewczyny, jej dziwne słowa. Ciche niebezpieczeństwo? Szare pióra? Gorący piasek? Chyba niespełna rozumu była dziewka, pomyślał. Sporo takich teraz się widuje, pomylonych dziewek, ukrzywdzonych w wojenne dni przez maruderów albo innych hultajów… Tak, ani chybi pomylona. A może jeno rozespana, wyrwana ze snu, nie dobudzona jeszcze? Dziw, jakie brednie nieraz ludzie plotą, gdy o świtaniu wciąż jeszcze między snem a jawą się kołaczą…

Znowu przeszył go dreszcz, a między łopatkami odezwał się ból. Rozmasował plecy pięścią.

Gdy tylko znalazł się na mariborskim trakcie, wraził koniowi piętę w miękkie i poszedł w galop. Czas naglił.

* * *

W Mariborze goniec nie odpoczywał długo — nie minął dzień, a wiatr znowu świszczał mu w uszach. Nowy koń, szpakowaty źrebiec z mariborskiej stadniny, szedł ostro, wyciągając szyję i zamiatając ogonem. Migały przydrożne wierzby. Pierś Aplegatta ugniatała sakwa z pocztą dyplomatyczną. Rzyć bolała.

— Tfu, a żebyś kark skręcił, latawcze zatracony! — wrzasnął mu w ślad woźnica, ściągając powody zaprzęgu, spłoszonego przemknięciem cwałującego szpaka. - Widzita go, jak to gna, jakby mu śmierć pięty lizała! A pędź, pędź, świszczypało, i tak przed kostuchą nie ucieczesz!

Aplegatt otarł oko, załzawione od pędu.

Wczorajszego dnia przekazał królowi Foltestowi listy, a potem wyrecytował tajne posłanie króla Demawenda.



7 из 306