
- Ruda? Czy ty... Czy ja będę dziadkiem?
Nazar już prowadził gościa do ogniska, teraz Iwga mogła przyjrzeć się uśmiechniętej twarzy niespodziewanego gościa. Kompletnie obca twarz. Nie, to nie jego widziała wtedy, tamtego razu, nie...
Wyczuwając, że coś się stało, Nazar przestał się uśmiechać i dwoma susami dopadł Iwgi. Dotknięcie jego dłoni przyniosło ulgę - zresztą, nie na długo.
- Przepraszam - rozciągnęła usta w wymuszonym uśmiechu, starając się nie patrzeć na gościa.
A gość ciągle się uśmiechał, chyba współczująco.
Nazar chwycił ją na ręce. Przycisnął do siebie mocno, jak kota, zaczął nieść w stronę domu, wpatrując się z niepokojem w jej twarz:
- No, Ruda... Albo coś zjadłaś, albo... No? Rudzik? Może wezwać lekarza, co?
Uśmiechnęła się tak uspokajająco, jak tylko mogła.
Wniósł ją na ganek. Nie zwracając uwagi na protesty zaniósł na piętro - bez trudu, tylko stopnie zaskrzypiały, skarżąc się na ciężar, kolanem otworzył drzwi do jej pokoju. Ułożył na łóżku i usiadł obok, nie wypuszczając jej ręki ze swojej dłoni.
- Wstyd mi za siebie, nieładnie wyszło... - przygryzła wargi Iwga.
Nazar majtnął głową, strząsając z czoła sztywną grzywkę. Uśmiechnął się raźnie:
- Tym się nie przejmuj... Klaudiusz to swój człowiek...
Iwga westchnęła głęboko, tak, żeby powietrze doszło aż do pięt. Mdłości cofały się, ale drżenie całego ciała pozostało. Biedy Nazar; nieoczekiwanie i niechętnie, ale musiała go okłamać. A on tak się szczerze cieszył... Niepotrzebnie sobie wyobrażał nie wiadomo co, i wszystkie te łzy w poduszkę były niepotrzebne. Nazar...
Ogarnęła ją fala czułości tak silna, że musiała odwrócić się i ukryć twarz w poduszce. Czułość i wstyd. Ponieważ okłamała, ponieważ powód jej słabości nie ma nic wspólnego z radosnym oczekiwaniem potomstwa...
- No, co jest Rudzielcze?
