
— Tak, gubernatorze, słucham.
— Sprowadziłem cię tutaj, by przedyskutować nowe wydarzenia.
Parz zmusił się do szerokiego otwarcia oczu i skupił uwagę na spoczywającym przed nim minikompie. Nareszcie, pomyślał. Widniał na nim zbliżający się czworościan Złącza, obraz, tak jak poprzednie, pozbawiony był szczegółów, pojedyncze piksele miały wielkość opuszki palca.
— To nagranie? Dlaczego mi to pokazujesz? Jest gorszej jakości niż dane, które mam ze sobą.
— Obserwuj.
Parz, wzdychając, rozsiadł się jak najwygodniej. Żywe krzesło ze współczuciem masowało mu plecy i nogi.
Minęło kilka minut. Na ekranie niezmiennie widniał czworościan zawieszony na skraju przestrzeni międzygwiezdnej.
Nagle coś wdarło się gwałtownie w kadr z prawej strony ekranu, rozmazana plama, strumień pikseli, który wbił się w samo serce czworościanu i zniknął.
Parz, zapominając o obolałym grzbiecie, wyprostował się i powtórnie wywołał sekwencję na ekranie minikompa, klatka po klatce. Niemożliwością było uchwycenie jakichkolwiek szczegółów, lecz jej znaczenie było oczywiste.
— Mój Boże — wyszeptał. — To statek, zgadza się?
— Tak — potwierdził gubernator. — Ludzki statek.
Qax przesłał mu kolejne raporty, strzępy dokładniejszych danych.
Statek, zakamuflowany jakimś cudem, wystrzelił z powierzchni Ziemi. W parę sekund przeszedł w superprzestrzeń, zanim orbitująca flota zdążyła zareagować.
— I przedostał się przez czworościan?
— Najwyraźniej grupa ludzi uciekła w przeszłość, owszem. Parz zamknął oczy, wypełniło go uczucie triumfu, nagle ponownie poczuł się młody. A więc to dlatego wezwano go na orbitę.
Rebelia…
— Ambasadorze — odezwał się qax. — Dlaczego nie uprzedziłeś mnie o zbliżaniu się Złącza? Stwierdziłeś, że opis jego misji zachował się i był ci znany. Wiedziałeś, że nadszedł czas jego powrotu.
