
Automatyczny tłumacz zasyczał, lecz poza tym nie dobiegł z niego żaden dźwięk.
2
Ojciec Michaela Poole'a, Harry, wyłonił się z plamy rozmigotanych świateł na środku kopuły „Kraba Pustelnika”. Połyskliwe piksele położyły się świetlistymi punktami na gołym, kopulastym sklepieniu, zanim zbiegły się w krępą, uśmiechniętą, gładko ogoloną postacią, odzianą w jednoczęściowy, jasnoniebieski kombinezon.
— Dobrze cię znów zobaczyć, synu. Świetnie wyglądasz.
Michael Poole pociągnął łyk whisky z przysadzistej szklaneczki i posłał ojcu groźne spojrzenie. Sufit był nieprzejrzysty, w przeciwieństwie do posadzki, przez którą prześwitywała połać okalającego kometę lodu. nad którą Harry zdawał się unosić, jakby zawieszony w powietrzu.
— Jak jasna cholera — odburknął Michael. Jego głos, zaśniedziały po dziesięcioleciach prawie kompletnej samotności w chmurze Oorta, zgrzytał niczym żwir w porównaniu z miękkim tonem ojca. — Jestem starszy od ciebie.
Harry roześmiał się i zrobił ostrożny krok do przodu.
— W tej sprawie nie będę się z tobą sprzeczać. Twój wiek to kwestia twojego wyboru. Nie sądzę jednak, że powinieneś pić tak wcześnie rano.
Obraz wirtualny był odrobinę rozstrojony, tak więc między eleganckimi butami Harry'ego a podłogą widniała wąska, pozbawiona cienia szczelina. Michael uśmiechnął się w duchu, ciesząc się subtelnym przejawem nierealności tej sceny.
— Idź do diabła. Mam dwieście siedem lat i robię to, na co mam ochotę.
Harry zmarszczył przelotnie czoło, wyrażając zarazem smutek i czułość.
— Zawsze tak było, synu. Żartowałem.
Michael odruchowo cofnął się o krok od obrazu ojca. Samoprzyczepne podeszwy utrzymywały go w pozycji stojącej mimo panującego w kopule stanu nieważkości.
