
— Czego chcesz?
— Uściskać cię.
— Akurat. — Michael zanurzył czubki palców w alkoholu i prysnął nim w kierunku projekcji. Złociste kropelki przepłynęły powoli przez obraz, pociągając za sobą chmury sześciennych piksefi. — Gdyby to była prawda, rozmawiałbyś ze mną osobiście, a nie za pośrednictwem odwzorowania wirtualnego.
— Synu, jesteś oddalony o cztery miesiące świetlne od domu. Czego się spodziewałeś, dialogu ciągnącego się przez resztę naszego życia? Poza tym te nowoczesne wirtuale są cholernie dobre.
Błękitne oczy Harry'ego przybrały dawny, obronny wyraz, który przeniósł Michaela aż w czasy burzliwego dzieciństwa. Kolejna wymówka, pomyślał. Harry był ojcem rzadko pojawiającym się w domu, zawsze zaprzątały go własne plany — w życiu Michaela pojawiał się jako rzadki, uzbrojony w wykręty intruz.
Ostateczne zerwanie nastąpiło, gdy Michael dzięki desenektyzacji stał się starszy od swego ojca.
— Te wirtuale — mówił tymczasem Harry — pomyślnie przeszły przez wszystkie testy Turinga, jakie można było sobie wyobrazić. Z twojego punktu widzenia to ja — Harry — stoję tu i rozmawiam z tobą. I gdybyś tylko zechciał poświęcić na to trochę czasu i wysiłku, mógłbyś posłać w odwrotną stronę podobnego wirtuala.
— Na co liczysz, na zwrot kosztów podróży?
— Tak czy owak, musiałem posłać wirtuala. Na nic innego nie było czasu.
Te słowa, wypowiedziane lekkim, rzeczowym tonem, wstrząsnęły Michaelem.
— Nie było czasu? O czym ty mówisz?
Harry spojrzał na niego z rozbawieniem.
— Nie wiesz? — zapytał znacząco. — Nie oglądasz wiadomości?
— Zgadywanki przestały mnie bawić — odparł Michael znużonym głosem. — I tak naruszyłeś już moją prywatność. Po prostu powiedz mi, czego chcesz.
Zamiast odpowiedzieć wprost, Harry posłał spojrzenie w dół, przez przezroczystą podłogę pod swymi stopami. Jądro komety. szerokie na milę i najeżone lodowymi turniami, sunęło przez mrok. Laserowe reflektory „Kraba Pustelnika” budziły w nich purpurowe i zielone, węglowodorowe cienie.
