O tak, gubernator Bill, jak każdy polityk, lubił takie gierki. Przekonać człowieka, że robi mu łaskę, pozwalając siedzieć w swoim towarzystwie, pochlebić mu, żeby czuł się jak prawdziwy kumpel, a potem obrobić kieszenie. No cóż, pomyślał Hooch, ja też znam parę zagrywek i jeszcze zobaczymy, czyje będzie na wierzchu.

Usiadł i oparł nogi o biurko gubernatora. Wyjął kawałek tytoniu i wsunął sobie pod policzek. Zauważył, że Bill drgnął lekko. Pewny znak, że żona zmusiła go do zerwania z męskimi nałogami.

— Poczęstujesz się? — zapytał Hooch.

Całą minutę trwało, zanim Harrison przyznał, że nie chce.

— Rzuciłem to — wyznał z żalem.

A zatem Harrison nadal tęsknił za kawalerskim życiem. Hooch ucieszył się. Zawsze to jakiś punkt zaczepienia i będzie można wyprowadzić gubernatora z równowagi.

— Słyszałem, że sprowadziłeś sobie z Manhattanu białą grzałkę do łóżka.

Udało się — Harrison poczerwieniał.

— Ożeniłem się z damą z Nowego Amsterdamu — oznajmił.

Głos miał spokojny i lodowaty. Na Hoochu nie zrobił wrażenia. Właśnie to chciał osiągnąć.

— Żona — zawołał. — A niech mnie! Przepraszam, gubernatorze, ale słyszałem co innego. Musisz mi wybaczyć, ale wiem tyle, ile ludzie powiedzą.

— Ludzie?

— Nie, naprawdę się nie przejmuj. Wiesz, jak plotkują żołnierze. Wstyd mi, że w ogóle ich słuchałem. No cóż, pamięć pierwszej żony przez tyle lat była dla ciebie święta… Gdybym rzeczywiście był ci przyjacielem, odgadłbym, że kobieta, którą wprowadzisz do swojego domu, będzie damą i prawnie poślubioną małżonką.

— Chcę tylko wiedzieć — oświadczył Harrison — kto ci powiedział, że jest kimś innym?

— Nie, Bill. To tylko żołnierskie gadanie. Nie chcę, żeby ktoś miał przeze mnie kłopoty tylko dlatego, że nie umie trzymać języka za zębami. Na miłość boską, właśnie przywiozłem transport. Nie będziesz miał do nich pretensji o to, co mówią, kiedy myślą tylko o whisky. Nie, poczęstuj się tytoniem i pamiętaj, że twoi chłopcy przepadają za tobą.



13 из 295