– Może nawet szybciej, niż myślisz. – Tony umilkł na moment. – Tropiłem tę podróż. Chyba od Londynu.

Noah zmełły w ustach przekleństwo.

– Jesteś pewien?

– Owszem. Spodziewałeś się tego, może nie?

– Spodziewałem się, ale nie tak szybko. Myślałem, że uda mi się przedtem ułożyć wszystko jak należy. – W jego głosie zabrzmiała wyraźnie nuta rozpaczy. – Niech to szlag, nie jestem jeszcze gotów! Wiesz, kto go opłaca?

Tony pokręcił głową.

– Jestem przecież prawnikiem, nie wróżbitą. A ty wiesz?

– Może. Wczoraj zadzwonił do mnie Raymond Ogden.

Tony zagwizdał przeciągle.

– To gruba ryba. Do niego należy jedna z największych firm farmaceutycznych na świecie, prawda?

Noah skinął głową.

– I cały arsenał nieczystych sztuczek, jakie stosuje.

– Skąd wiesz?

– Sześć lat temu próbował przejąć moją firmę. – Noah uśmiechnął się krzywo. – Próbował wszystkiego: od kuszenia akcjonariuszy do wszczęcia kampanii reklamowej, sugerującej, iż nasza linia produkcyjna jest zaniedbana.

– Ale nie udało mu się wysadzić cię z siodła?

– Nie. Rozmyślił się.

Tony nie pytał nawet, jakich metod użył Noah, aby zniechęcić Ogdena do pierwotnego zamysłu. Noah był prawdziwym twardzielem, a swoją firmą zarządzał z niemal feudalną pasją posiadacza. – A więc on nie stanowi już dla ciebie niebezpieczeństwa.

– Ten człowiek nie zadał sobie wtedy wielkiego trudu, aby przejąć moją firmę. J. & S. była zbyt mała, aby ściągnąć na siebie całą jego uwagę.

– A tym razem byłoby inaczej?

– O tak! Z pewnością jest teraz mną w pełni zainteresowany. A to oznacza, że twoja rola jest skończona.

– Co takiego?

– Słyszałeś. Od tej pory sprawa może się stać niebezpieczna.

– Jesteś przewrażliwiony. Nie odbyłem jeszcze tej podróży do Waszyngtonu. Ogden może nie wiedzieć o niczym. Prawdopodobnie działa na razie po omacku.



12 из 338