
– Barlow to dobry detektyw. Prawdopodobnie myślał, że ma się skoncentrować na jej kwalifikacjach zawodowych. – Tony podniósł teczkę z dossier i przejrzał akta. – Materiał wygląda na dość kompletny. Córka Roberta Murdocka, znakomitego lekarza, zmarłego jakiś czas temu. Była czymś w rodzaju cudownego dziecka, szkołę średnią ukończyła w wieku szesnastu lat, a akademię medyczną, kiedy miała dwadzieścia dwa lata. Uzyskała szereg dyplomów w dziedzinie genetyki. Pracowała w laboratorium Brelanda w Oklahoma City, potem przyjęła posadę w Genetechu, gdzie zaoferowano jej wprawdzie mniejszą pensję, ale za to możliwość prowadzenia własnych badań w czasie wolnym przy użyciu sprzętu służbowego. Rozwódka, sprawuje opiekę nad swoim ośmioletnim synem.
– Kiedy prosiłem o dossier na jej temat, wiedziałem niemal o wszystkim, co tu napisano – mruknął Noah. – Nie miałem jednak pojęcia, że nadal utrzymuje na tyle dobre stosunki z teściową, aby pozwolić jej zajmować się swoim synem.
– To chyba niezbyt ważna informacja, czyż nie?
– Ważna, o ile fakt ten wpływa na wygodę gniazdka, które zbudowała sobie Kate Denby.
Tony uniósł brwi.
– Och, gniazdka, z którego chcesz ją wyrzucić?
Noah podniósł na niego wzrok i wyszczerzył zęby.
– Źle mnie oceniasz. Potraktowałem ją bardzo łagodnie… jak na mnie. Nie było mowy o żadnym wyrzucaniu. Z mojej strony miały miejsce jedynie perswazja, przekupstwo i wytrwałość.
– Jak dotąd – zauważył sucho Tony. – Ale twoja cierpliwość zaczyna się wyczerpywać.
Uśmiech na twarzy Noaha przygasł.
– Zgadłeś.
– Czy powiedziałeś jej, nad czym miałaby tu pracować?
– Nie chcę ryzykować. Muszę zaczekać, aż sprowadzę ją tutaj. – Nachmurzył się. – A czas ucieka.
