
— Przynieś dwa promienniki — polecił robotowi — i szybko wracaj. Przynieś też lornetkę.
Robot kiwnął potakująco i ruszył wykonać polecenie. Tymczasem Perceveral, drżąc pod wpływem przejmującego porannego chłodu, zaczął się powoli obracać w celu zlokalizowania kierunku, z jakiego dochodził dźwięk. Przebiegł wzrokiem po wilgotnej równinie, zielonym skraju lasu i widocznych dalej urwistych skałach. Nic się nie poruszało. Wreszcie dostrzegł wyraźnie widoczne na tle wschodzącego słońca coś, co wyglądało jak ciemna chmura. Chmura ta leciała w kierunku obozu, przenosząc się z duża prędkością pod wiatr.
Robot wrócił z promiennikami. Perceveral wziął jeden z nich i rozkazał robotowi trzymać drugi, gotowy do strzału. Robot przytaknął, bezmyślnie świecąc komórkami oczu i zwrócił się w stronę wschodzącego słońca.
Kiedy chmura podpłynęła bliżej, okazało się, że było to gigantyczne stado ptaków. Perceveral przyglądał się im przez lornetkę. Były wielkości mniej więcej ziemskich jastrzębi, ale ze względu na ciężki, nieporadny lot przypominały nietoperze. Miały ogromne szpony, a ich długie dzioby kończyły się ostrym zębem. Tak uzbrojone z pewnością musiały być drapieżnikami.
Z głośnym szumem ptaki okrążyły stojących przybyszów, po czym ze złożonymi skrzydłami i rozcapierzonymi szponami zaczęły atakować ich z wszystkich stron. Perceveral polecił robotowi otworzyć ogień.
Stali, opierając się o siebie plecami i razili nacierające na nich ptaki. W powietrzu zawirowało od pierza i krwi, kiedy całe hordy drapieżnych napastników spadały, jak skoszone. Perceveral i robot utrzymywali to stado latających wilków na dystans, a nawet zmusili je do cofnięcia się nieco. Ale w pewnym momencie promiennik Perceverala przestał działać.
Podobno miała to być broń z pełnymi magazynkami, gwarantującymi nieprzerwany, w pełni zautomatyzowany ogień przez siedemdziesiąt pięć godzin. To niemożliwe, aby promiennik zawiódł! Perceveral stał przez moment, bezmyślnie naciskając cyngiel. Wreszcie rzucił broń na ziemię i pobiegł do namiotu służącego za magazyn, pozostawiając robota samego na polu walki.
