Przerażała go ta myśl: pradawny gigantyczny kanibal, który odżył i znowu rządzi światem. Przez milion lat oddalaliśmy się od niego, a on wrócił. I nie jako przeciwnik, lecz jako władca.

„…możemy ubolewać” — mówiło radio, głos małych żółtków z Tokio. O Boże, myślał Frink, a my ich nazywaliśmy małpami, te cywilizowane, krzywonogie krewetki, dla których myśl o komorach gazowych jest równie nieprawdopodobna, jak pomysł przetopienia własnych żon na świece. — „…i często ubolewaliśmy w przeszłości nad przerażającym marnotrawstwem istot ludzkich w tych fanatycznych dążeniach, które postawiły całe masy ludzi poza nawiasem systemu prawnego”. — Oni, ci Japończycy, przywiązują taką wagę do prawa. — „…Aby zacytować znanego wszystkim zachodniego świętego: «Bo cóż pomoże człowiekowi, choćby wszystek świat pozyskał, a szkodę by podjął na duszy swojej?»”

Radio zamilkło na chwilę. Frink, który zawiązywał krawat, również się zatrzymał. Było to poranne oczyszczenie.

Muszę dojść z nimi do porozumienia, uświadomił sobie. Niezależnie od groźby czarnej listy, opuszczenie strefy kontrolowanej przez Japończyków i znalezienie się na Południu, w Europie, gdziekolwiek pod władzą Rzeszy, oznaczałoby dla mnie śmierć.

Będę musiał dogadać się jakoś z tym Wyndamem-Matsonem.

Siedząc na łóżku z filiżanką wystygłej herbaty pod ręką, Frink wyciągnął swój egzemplarz I-cing, Księgi Przemian. Ze skórzanego pokrowca wysypał czterdzieści dziewięć łodyg krwawnika. Skupił rozbiegane myśli, żeby właściwie sformułować pytanie.

Wypowiedział je na głos:

— Jak mam rozmawiać z Wyndamem-Matsonem, żeby dojść z nim do porozumienia? — Zapisał pytanie na tabliczce i zaczął przerzucać łodyżki krwawnika z ręki do ręki, aż uzyskał pierwszą linię, początek. Ósemka. Połowa sześćdziesięciu czterech heksagramów wyeliminowana. Podzielił łodyżki i uzyskał drugą linię. Dzięki wprawie wkrótce znał wszystkie sześć linii. Miał przed sobą cały heksagram i nie potrzebował szukać go na wykresie. Rozpoznał heksagram piętnasty. C’ien. Pokora. No, tak. „Maluczcy będą wywyższeni, wielcy — poniżeni, możne rody będą upokorzone”; nie musiał zaglądać do tekstu, znał go na pamięć. Dobry znak. Wyrocznia dawała mu życzliwą radę.



10 из 245