Mimo to czuł się nieco zawiedziony. W heksagramie piętnastym było coś bezmyślnego. To oczywiste, że powinien być pokorny. Może jednak kryła się w tym jakaś myśl. Ostatecznie nie miał żadnej władzy nad tym W-M. Nie mógł go zmusić, żeby go przyjął z powrotem. Jedyne, co mógł zrobić, to skorzystać z rady heksagramu piętnastego; była to chwila, kiedy trzeba prosić, mieć nadzieję, czekać z ufnością. Przyjdzie czas i Niebo przywróci go na dawne stanowisko, a może da mu nawet coś lepszego.

Nie miał dalszych linii do odczytania, żadnych dziewiątek ani szóstek. To był koniec. Bez przejścia do następnego heksagramu.

A zatem następne pytanie. Przyszykowawszy się, spytał na głos.

— Czy zobaczę jeszcze kiedyś Julianę?

Juliana była jego żoną. Właściwie byłą żoną. Rozwiodła się z nim przed rokiem i nie widział jej od miesięcy; prawdę mówiąc nie znał nawet jej adresu. Wszystko wskazywało na to, że wyjechała z San Francisco, a może nawet z PSA. Wspólni znajomi albo stracili z nią kontakt, albo nie mówili mu prawdy.

Pośpiesznie manipulował łodyżkami krwawnika. Ileż to już razy zapytywał o Julianę na różne sposoby! Wreszcie uzyskał heksagram, rezultat działania ślepego losu na łodyżki roślin. Przypadkowy, a jednak związany z chwilą, w której żył, w której jego życie przeplatało się z życiem wszystkich innych ludzi i ze wszystkimi cząsteczkami wszechświata. Heksagram przedstawiający w swoim układzie ciągłych i przerywanych linii określoną sytuację. On, Juliana, fabryka, rządzące misje handlowe, zdobywanie planet, miliard organicznych kopczyków w Afryce, które teraz nie były już nawet trupami, dążenia tysięcy ludzi gnieżdżących się w norach San Francisco, szaleńcy w Berlinie ze spokojnymi twarzami i obłąkańczymi planami — wszystko to połączyło się w chwili rzucania łodyg krwawnika, żeby wybrać najodpowiedniejszą mądrą sentencję z księgi rozpoczętej w trzydziestym wieku przed Chrystusem.



11 из 245