
— Tak jest.
— Pan jest z pochodzenia Amerykaninem. Mimo że — tu zmierzył spojrzeniem Ramseya — zadał pan sobie trud przyciemnienia skóry.
— Zwykła opalenizna od kwarcówki — powiedział cicho Ramsey. — Dla uzyskania witaminy D. — Ale wyraz upokorzenia na jego twarzy mówił co innego. — Zapewniam pana, że zachowałem autentyczną więź… — Panu Ramseyowi zabrakło słów. — Że nie zerwałem kontaktu z… z tradycyjną kulturą miejscową.
Pan Tagomi zwrócił się do panny Ephreikian:
— Kontynuujemy, proszę. — Znowu zaszumiał magnetofon. — Po konsultacji z wyrocznią i uzyskaniu heksagramu Ta Kuo, dwudziestego ósmego, otrzymałem dalej niepomyślny wiersz na piątym miejscu, który brzmi:
Uschnięta topola wypuszcza pąki.
Stara kobieta bierze sobie męża.
Bez żalu. Bez chwały.
Wskazuje to jasno, że pan Childan nie będzie miał nam nic do zaoferowania dziś o drugiej. — Tu pan Tagomi zrobił krótką przerwę. — Bądźmy szczerzy. Nie mogę polegać na własnym sądzie w sprawach sztuki amerykańskiej. Dlatego też — tu zastanowił się nad właściwym słowem — pan, panie Ramsey, jako Amerykanin z pochodzenia, będzie potrzebny. Musimy w tej sprawie zrobić wszystko, co w naszej mocy.
Pan Ramsey nic nie odpowiedział. Mimo wysiłków, aby to zamaskować, jego twarz zdradzała urazę i gniew; powściągana, milcząca reakcja.
— Dalej — mówił pan Tagomi — radziłem się wyroczni w następnej sprawie. Ze względów politycznych nie mogę ujawnić pytania przy panu, panie Ramsey. — Innymi słowy, jego ton znaczył: taki pinok jak pan nie może być dopuszczony do ważnych spraw. — Wystarczy powiedzieć, że otrzymałem wielce zastanawiającą odpowiedź. Dała mi bardzo wiele do myślenia.
Pan Ramsey i panna Ephreikian nie spuszczali z niego wzroku.
— Ma to związek z panem Baynesem — powiedział pan Tagomi.
Oboje skinęli głowami.
