
— Rzucane karty — powiedział nagle Childan.
— Słucham?
— Rzucaliśmy je. Każda karta miała stronę z obrazkiem i pustą, jak orzeł i reszka. — Miał wtedy chyba z osiem lat. — Każdy z nas trzymał talię takich kart. Staliśmy twarzami do siebie i obaj rzucaliśmy karty tak, żeby obracały się w powietrzu. Chłopak, którego karta upadała licem do góry, zabierał obie. — Jak to miło przypomnieć sobie te dobre czasy, dawne, szczęśliwe dni dzieciństwa!
— Słyszałem, jak mój przyjaciel rozmawiał o swoich kartach — odezwał się major Humo po chwili zastanowienia — ale nigdy o tym nie wspomniał. Przypuszczam, że on nie wie, do czego używano tych kart.
W rezultacie przyjaciel majora zgłosił się do sklepu, żeby usłyszeć historyczną relację Childana z pierwszych ust. Gość, również emerytowany oficer cesarskiej armii, był zafascynowany.
— Kapsle! — krzyknął Childan niespodzianie.
Japończyk zamrugał nie rozumiejąc.
— Jako dzieciaki zbieraliśmy kapsle z butelek po mleku. Takie krążki z nazwą mleczarni. Musiało być tysiące tych mleczarni w Stanach Zjednoczonych i każda wybijała swoje kapsle.
W oczach oficera błysnęło zainteresowanie.
— Czy posiada pan coś ze swoich dawnych zbiorów?
Childan oczywiście nic takiego nie miał. Ale… może dałoby się zdobyć stare, dawno zapomniane kapsle z czasów, kiedy mleko dostarczano w butelkach, nie zaś w jednorazowych, kartonowych opakowaniach.
W ten sposób, stopniowo, wszedł w swoją nową profesję. Inni też otwierali podobne sklepy, wykorzystując narastające wśród Japończyków zainteresowanie amerykańską kulturą… ale Childan zawsze utrzymywał nad nimi przewagę.
— Płaci pan — powiedział chińczak, wyrywając go z zamyślenia — dolara. — Wyładował już jego bagaże i czekał.
Childan zapłacił mu mechanicznie. Tak, to całkiem prawdopodobne, że klient pana Tagomi podobny jest do majora Humo; przynajmniej, zażartował w myśli Childan, z mojego punktu widzenia. Stykał się już z tyloma Japończykami… a wciąż miał kłopoty z ich rozróżnianiem. Byli wśród nich niscy, przysadziści, zbudowani jak zapaśnicy. Byli aptekarzopodobni. Potem hodowcy karłowatych drzewek… miał oczywiście swoją klasyfikację. I młodzi, w ogóle jakby nie japońscy. Klient pana Tagomi będzie zapewne postawnym handlowcem z filipińskim cygarem w zębach.
