
– Dziękuję, innym razem – potrząsnął głową J.D. – Przyszedłem, żeby cię jeszcze o coś prosić. Czy mogę korzystać z twojego telefonu, póki mi nie założą oddzielnego numeru?
– Oczywiście. – Tiffany odetchnęła z ulgą. W obecności J.D. cały czas czuła się spięta i podminowana. Po raz setny powiedziała sobie w duchu, że powinna w miarę możliwości unikać szwagra. – Aparat jest w kuchni, wisi na ścianie.
– Widziałem.
– Drugi znajdziesz na piętrze.
– Ten w kuchni całkowicie mi wystarczy – stwierdził. – Zapłacę, kiedy przyjdzie rachunek. Dziękuję ci.
– Nie ma za co – odpowiedziała automatycznie. Telefon. Niby głupstwo, a jak wszystko, co związane z J.D., zapowiadał dalsze komplikacje. – Szczerze cię zapraszałam na dzisiejszą kolację – wyrwało się Tiffany. Czuła, że robi błąd, ale nie mogła się powstrzymać. Przecież mieli mieszkać w jednym domu przez kilka następnych miesięcy. Należało zatem próbować ułożyć wzajemne stosunki. – To tylko pierwszy krok, ale myślę, że powinniśmy spróbować…
– Czego spróbować, Tiffany? – spytał. Jego oczy były czarne jak antracyt. Miała wrażenie, że znów z niej drwi.
– Nic, nic. Po prostu usiłuję być uprzejma.
– Myślę, że etap konwencjonalnej uprzejmości mamy już za sobą.
– A może powinniśmy się cofnąć krok lub dwa?
– Kto to powiedział, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki?
– Ten, kto to powiedział, nie miał racji. Wpadłeś tu jak burza, bez zapowiedzi. Wypytywałeś mnie o wszystko, jakbyś miał do tego prawo. Zmusiłeś mnie do wynajęcia mieszkania. A więc uważam, nie, wręcz żądam od ciebie minimum uprzejmości i przestrzegania cywilizowanych form. Jeśli się nie zastosujesz do moich warunków, natychmiast unieważnię naszą umowę.
