
– Masz własny motor? – Chłopak był wyraźnie zaciekawiony.
– Miałem. Teraz jest w warsztacie.
– Jaki?
– Harley.
– Super.
J.D. zdawał sobie sprawę, że harleyem bardziej zaimponował bratankowi, niż gdyby się przedstawił jako Rockefeller.
– Teraz nie wygląda super. Nie masz pojęcia, co jedno głupie drzewo może zrobić z maszyną.
Stephen uśmiechnął się krzywo. J.D. zauważył, że chłopak ma brudne i zmierzwione włosy, w jego oczach czai się niepokój, a muskuły na karku tężeją, jakby miał za chwilę rzucić się do ucieczki.
– Jest mama?
– Ona… Nie, nie ma jej w tej chwili. – Stephen spuścił wzrok, wpatrując się uporczywie w kwietny wzór na chodniku zaścielającym schody na piętro.
– Mama jest w więzieniu – pisnął z góry cienki dziecięcy głosik. Buzia otoczona burzą czarnych loków wychynęła znad poręczy.
– Co?
– Zamknij się, Chrissie. – Stephen rzucił siostrze mordercze spojrzenie.
– O czym ona mówi? – J.D. ostro zwrócił się do chłopca.
– O niczym. Chrissie sama nie wie, co plecie.
– A właśnie, że wiem – oburzyła się dziewczynka.
– No dobra, to już powiem. Mama pojechała na policję.
– Po co?
– Nie wiem – wymamrotał Stephen. Było oczywiste, że kłamie. – Byłem zajęty pilnowaniem tej smarkuli.
– Nie jestem smarkula. – Christina z trudem gramoliła się po schodach na swoich krótkich nóżkach. Czarne pierścionki włosów podskakiwały przy każdym kroku. Zaciekawione oczy dziecka były szeroko otwarte.
– Sami tu jesteście? – spytał J.D.
– Jest Ellie. – Christina podreptała przez hol i przystanęła w wahadłowych drzwiach.
