
– Zgoda, ale bądź tu o piątej.
– Ale mamo, przecież jest lato…
– Żadnych „ale”! O piątej albo nigdzie nie pójdziesz! – stwierdziła stanowczo.
Stephen najwyraźniej chciał się jeszcze targować, ale musiał przemyśleć sprawę, ponieważ zrezygnował. J.D gotów był się założyć o każde pieniądze, że bratanek nie wróci o wyznaczonej godzinie.
– Posprzątałeś pokój? Masz tam porządek?
– Jak dla mnie, jest O.K.
– Uważaj, Stephen…
– To mój pokój i mnie wystarczy taki porządek, jaki mam. – Chłopak już stał przy drzwiach z mocno podniszczoną deskorolką pod pachą. Z porysowanej powierzchni krzyczały kolorowe napisy. J.D. domyślał się, że to nazwy kultowych zespołów rockowych. – Na razie!
– Masz być o piątej, pamiętasz?
– Tak, tak.
Tiffany odprowadziła syna wzrokiem.
– Ach, te nastolatki – szepnęła.
J.D. z trudem ją usłyszał, wyławiając z jej głosu nutę niepokoju. Nie mógł winić Tiffany za surowość. Stephen musiał zostać wzięty w karby, i to radykalnie. Chłopak miał rogatą duszę i gdyby na wszystko mu pozwalać, za parę lat mogłoby być naprawdę źle. Tiffany westchnęła i pokiwała głową, jakby wciąż jeszcze nie dokończyła rozmowy z synem. Po chwili jednak zwróciła się do gościa:
– Chodźmy do kuchni. Ty też, Christina. – Tiffany szybko ruszyła korytarzem w stronę wahadłowych drzwi, które gwałtownie pchnęła. J.D. podniósł bagaże i poszedł za nią, cudem unikając uderzenia. Kuchnia znajdowała się na tyłach budynku i wyglądała jak reklama magazynu „Piękny dom”. Promienie słońca przenikały przez szyby, rozświetlając wnętrze złocistym blaskiem. Z belki u sufitu zwisały wypolerowane mosiężne oraz miedziane kociołki i patelnie, a ściany zdobiły pęki pachnących ziół, warkocze czosnku i sznury papryki. Na drzwiach dużej lodówki umieszczono wystawę dzieł plastycznych autorstwa trzyletniej artystki, notatki ku pamięci i ważniejsze numery telefonów. Słowem, czarująca domowa atmosfera.
