
– Napijesz się czegoś, Ellie? Mam mrożoną herbatę, ale może być i kawa – zaproponowała Tiffany.
– Nie teraz, wpadnę później – odparła starsza pani, ocierając wierzchem dłoni spocone czoło. Zsunęła z nosa ciemne okulary, żeby się lepiej przyjrzeć nieznanemu mężczyźnie, który tak niespodziewanie pojawił się w kuchni Tiffany. – Muszę się pospieszyć, bo zaraz rozpocznie się mój ulubiony serial.
– Czekaj, niech zgadnę… – W oczach Tiffany zabłysły wesołe iskierki. – Podły brat bliźniak porwał Dereka i uwięził go, żeby się pod niego podszyć i poślubić Samanthę.
– Ciepło, ciepło. – Ellie się roześmiała. – Zdradzę ci pewien sekret: w „Życiu na wulkanie” niczego nie można do końca przewidzieć. Przyjdę, jak się skończy, i wszystko ci opowiem. Do widzenia. Było miło cię poznać – zwróciła się na pożegnanie do J.D.
– Cała przyjemność po mojej stronie – zrewanżował się, demonstrując znajomość dobrych manier.
– Ellie jest absolutnie cudowna – powiedziała z ciepłym uśmiechem Tiffany po wyjściu starszej pani. – Opiekuje się dziećmi, kiedy jestem w pracy. – Nagle zdała sobie sprawę, że była przesadnie opryskliwa dla szwagra, zapytała więc uprzejmym tonem:
– Masz ochotę czegoś się napić?
J.D. potrząsnął przecząco głową.
– Jeśli nie kawa czy herbata, to może coś mocniejszego.
– Nie, dziękuję. Może później.
– Później? – spytała, mrużąc oczy ocienione długimi rzęsami. – Czy chcesz przez to powiedzieć, że zamierzasz zostać na dłużej?
– Na trochę.
– To znaczy? – dopytywała się Tiffany, nie kryjąc niezadowolenia.
– Póki moja misja się nie zakończy.
– To brzmi dość zagadkowo – powiedziała, ustawiając róże na środku stołu i podziwiając swoje dzieło, Christina kręciła się koło kuchennych drzwi.
– Mogę porysować? – spytała.
– Świetny pomysł! – powiedziała jej matka. Wytarła mokre ręce i sięgnęła po leżące na parapecie pudełko kredek. Christina wykrzywiła buzię w podkówkę.
