
– To niemożliwe! -jęknęła. Gil roześmiał się głośno.
– Oczywiście, masz rację. Muszę przyznać, że właściwie od zawsze byłem inżynierem. Już jako dziecko bawiłem się na plaży budowaniem systemów irygacyjnych. Nigdy nie chciałem robić niczego innego.
To było całkiem nie fair z jego strony uśmiechać się tak zabójczo akurat wtedy, gdy z trudnością udało jej Się powstrzymać przyspieszone bicie serca.
– Szczęściarz z ciebie – powiedziała, zdziwiona, że jej głos zabrzmiał całkiem normalnie. – Ja nie mam zielonego pojęcia, co chciałabym robić, oczywiście oprócz podróżowania. Na razie bawię się świetnie i do niczego nie muszę się przywiązywać.
– Mam jednak nadzieję, że przez najbliższe trzy miesiące usiedzisz w jednym miejscu?
– Och, tak. Skoro się zobowiązałam… – Zamyślona popatrzyła przez okno. – Właściwie chciałam zatrzymać się w jednym miejscu na dłużej. Dlatego próbowałam zatrudnić się w Jatipakanie. Podróżuję już wiele miesięcy… Przejechałam przez Turcję, Iran – wyliczała na palcach – Pakistan, Nepal i Indie. Z Indii poleciałam do Tajlandii, a potem przez Malezję i Singapur dotarłam do Indonezji.
– Czy tak po prostu wędrujesz, gdzie cię oczy poniosą
– spytał, nie kryjąc dezaprobaty – czy też masz w perspektywie koniec podróży?
– Jestem w drodze do Australii – wyjaśniła z godnością.
– Myślałam, że tam poszukam pracy.
– A co potem?
– Nie wiem – beztrosko powiedziała Debora, która przecież nigdy nie martwiła się przyszłością.
– Kiedyś wreszcie będziesz musiała się ustatkować – rzekł surowym tonem.
– Mówisz zupełnie jak mój ojciec – westchnęła z irytacją.
– Moi rodzice uważają, że w wieku dwudziestu czterech lat kobieta powinna myśleć już o zamążpójściu, a nie bez celu włóczyć się po świecie.
– Zgadzam się z nimi w całej rozciągłości – powiedział ze złośliwą nutką. – Dlaczego nie poszukasz sobie odpowiedniej pracy?
