
Następnego dnia Vinga dostrzegła coś nowego w swoim małym świecie.
Nie była już tutaj sama.
Ktoś chodził cicho po lesie. Musiał to być ktoś obcy, nigdy przedtem nie widziała nikogo podobnego do niego.
Vinga, która znała wszystkie ścieżki, która potrafiła stać się całkiem niewidzialna w leśnym mroku, śledziła z niepokojem dziwnego wędrowca. Bowiem ów obcy umiał kryć się tak samo dobrze jak ona.
Wiedziała, że ktoś tam jest, ale nie mogła podejść bliżej, by sama się nie ujawnić.
Świadomość tego budziła jakiś nowy, bardzo nieprzyjemny lęk w jej sercu.
ROZDZIAŁ II
Pierwszy raz zauważyła, że coś jest nie w porządku, kiedy ziemia w lesie pokryta była dywanem błękitnych przylaszczek. Właściwie ten delikatny, jakby nieśmiały błękit, rozpostarty na ziemi jak okiem sięgnąć, sprawił, że stała się mniej uważna. Musiała się zatrzymać i nazbierać bladych kwiatuszków do bukietu. Jak one ożywią jej nieprzytulną izbę? Przypomniała sobie, jak to dawnymi laty każdej wiosny przynosiła mamie bukieciki niebieskich przylaszczek i białych zawilców.
Koza nie podziękuje zapewne z takim zachwytem, jak to czyniła mama. Prawdopodobnie po prostu zje bukiet.
To właśnie podczas zbierania kwiatów wyczuła w pobliżu obecność drugiej istoty, wyprostowała się natychmiast i czujnie rozejrzała wokół.
Nie, nikogo nie widać. Las trwał nieruchomy, pogrążony w ciszy.
Mimo to nie mogła się pozbyć uczucia, że ktoś ją obserwuje.
Vinga nie miała ani trochę tej intuicji, jaką obdarzeni byli dotknięci dziedzictwem potomkowie Ludzi Lodu. Tę wrażliwość zmysłów i czujność, którą posiadała, wykształciło w niej samotne życie w lesie. Była to umiejętność zrodzona z potrzeby.
Tym razem jednak doznawała czegoś szczególnego.
Jakby to nie ona przyjmowała sygnały o obecności drugiej istoty. To ta istota je wysyłała! Świadomie i w pełni je kontrolując.
