Wzrok wędrowca przesuwał się dalej ponad zagrodami parafii.

Wygląd miał straszny. Potężna, okropna bestia. Głowę pokrywały ciemnobrązowe włosy tak bujne i potargane, że patrzący mimo woli szukał uszu trolla, sterczących gdzieś w tej gęstwie. Oczy, ogniście żółte, iskrzyły się rozżarzone pod opadającą na czoło grzywą, cała twarz, koścista i kanciasta, była upiornie wykrzywiona. Zęby, wielkie i ostre, białe jak śnieg na tle brunatnej skóry. A przy tym wyraz wściekłości wokół szerokiego, wciąż jakby węszącego nosa, zapadnięte policzki i broda spiczasta jak u lisa.

I te potężne barki, dziedzictwo Ludzi Lodu, mordercze dla kobiet, którym przyszło rodzić takie bestie jak ta.

Należał do istot przeklętych, skazanych i obciążonych dziedzictwem; sądząc z wyglądu, był jednym z najbardziej dotkniętych potomków Ludzi Lodu. Ci jednak, którzy go spotkali, mogli zaświadczyć o smutku i rozpaczy w jego sercu, o bezgranicznej czułości dla wszystkich cierpiących.

Kocie oczy rozglądały się wokół.

Dostrzegały aleję wiodącą do mniejszego dworu, w sąsiedztwie dużego. Aleję wysadzaną ogromnymi drzewami, tak starymi, jakby rosły tam od niepamiętnych czasów.

Chaty komorników i małe zagrody rozrzucone w dolinie…

Pośrodku stał kościół. A dalej, nad małym jeziorkiem, rozłożył się jeszcze jeden piękny dwór. Nie tak wielki jak ten najbliższy patrzącemu, mimo to piękny.

Elistrand?

Tak, to musi być Elistrand.

Ów najmniejszy dwór to z pewnością Lipowa Aleja, nic innego.

A zatem…

Myśli tłukły się w głowie Heikego. A zatem ten największy to Grastensholm! Jego Grastensholm!

Długo jeszcze tak stał i patrzył, nie schodząc z konia. Starał się pojąć swoją nową sytuację. On, który był nikim, który nie posiadał niczego, czyżby on miał być panem tej wspaniałości? Pola i łąki, zajmujące pół parafii, stajnie i obory, no i sam dwór, ten pełen dostojeństwa dom na wzgórzu!



2 из 189