Dawno już się zorientowała, że jej osobowość jest rozdwojona, a przyczyn tego dopatrywała się w swym, łagodnie mówiąc, mieszanym pochodzeniu. Matką jej była córka pastora, ojcem – straszliwie dotknięty przekleństwem potomek Ludzi Lodu, dziadem – czarny anioł, sam Lucyfer, a babką Saga, kobieta wspaniała, jedna z wybranych. Sprawy nie polepszał wcale fakt, że jej przybranym ojcem był Henning, człowiek o złotym sercu, najsolidniejszy gospodarz.

Vanja przejęła dziedzictwo po nich wszystkich, może najmniej po ojcu Ulvarze. Nie było w niej ani odrobiny zła, jedynie zamiłowanie do tego co tajemnicze, mistyczne, zakazane, do świata, do którego należą demony.

A i to przecież miało swoje przyczyny…

Usiadła do stołu wraz z innymi i urodzinowy obiad mógł wreszcie się rozpocząć.

Przy drugim daniu Christoffer, nie zastanawiając się zbytnio nad tym, co mówi, wypalił:

– Czy tobie także śnią się koszmary, Vanju?

Dziewczynka ocknęła się z zamyślenia.

– Co? Co takiego?

Inni członkowie rodziny nie mieli szczególnej ochoty na wyciąganie całej tej sprawy, ale Christoffer, dwudziestojednoletni młodzieniec, pozostał niewrażliwy na sygnały, które przekazywali mimiką lub nagłą zmianą pozycji ciała.

– Mówię o koszmarach sennych. Wszyscy doznaliśmy czegoś nieprzyjemnego. Coś małego i okropnego obserwuje nas, kiedy śpimy.

– Ależ, Christofferze – cicho skarciła chłopaka matka, Malin.

Vanja schyliła głowę nad talerzem.

– Nie, mnie nic takiego się nie śniło…

– Dzięki Bogu – powiedział Henning. – Bo widzisz, nam wszystkim śniło się mniej więcej to samo. To znaczy wszystkim z Ludzi Lodu.

Vanja gwałtownie podniosła głowę.

– Wszystkim…?

Sprawiała wrażenie, że nie chce zostać wyłączona z ich kręgu.

– Chyba już wiem, o co wam chodzi! Jak tak o tym mówicie, to właściwie… Niech się zastanowię… parę dni temu…

– Jestem zdania, że powinniśmy zacząć mówić o czymś przyjemniejszym – przerwała jej Belinda. – Świętujemy przecież urodziny Agnety.



20 из 190