
Vanja przejęła dziedzictwo po nich wszystkich, może najmniej po ojcu Ulvarze. Nie było w niej ani odrobiny zła, jedynie zamiłowanie do tego co tajemnicze, mistyczne, zakazane, do świata, do którego należą demony.
A i to przecież miało swoje przyczyny…
Usiadła do stołu wraz z innymi i urodzinowy obiad mógł wreszcie się rozpocząć.
Przy drugim daniu Christoffer, nie zastanawiając się zbytnio nad tym, co mówi, wypalił:
– Czy tobie także śnią się koszmary, Vanju?
Dziewczynka ocknęła się z zamyślenia.
– Co? Co takiego?
Inni członkowie rodziny nie mieli szczególnej ochoty na wyciąganie całej tej sprawy, ale Christoffer, dwudziestojednoletni młodzieniec, pozostał niewrażliwy na sygnały, które przekazywali mimiką lub nagłą zmianą pozycji ciała.
– Mówię o koszmarach sennych. Wszyscy doznaliśmy czegoś nieprzyjemnego. Coś małego i okropnego obserwuje nas, kiedy śpimy.
– Ależ, Christofferze – cicho skarciła chłopaka matka, Malin.
Vanja schyliła głowę nad talerzem.
– Nie, mnie nic takiego się nie śniło…
– Dzięki Bogu – powiedział Henning. – Bo widzisz, nam wszystkim śniło się mniej więcej to samo. To znaczy wszystkim z Ludzi Lodu.
Vanja gwałtownie podniosła głowę.
– Wszystkim…?
Sprawiała wrażenie, że nie chce zostać wyłączona z ich kręgu.
– Chyba już wiem, o co wam chodzi! Jak tak o tym mówicie, to właściwie… Niech się zastanowię… parę dni temu…
– Jestem zdania, że powinniśmy zacząć mówić o czymś przyjemniejszym – przerwała jej Belinda. – Świętujemy przecież urodziny Agnety.
