
– To prawda, w ostatnim roku zatrważająco się pogorszyły – westchnął Henning.
Zasiedli przy okrągłym stole.
– Ale przecież Vanja jest inteligentną dziewczynką – stwierdził Per. – Co prawda jeszcze bywa dziecinna, ale zarazem bardzo dojrzała jak na swój wiek.
– Vanja jest niezwykle inteligentna – oświadczył Henning.
– I śliczna jakich mało – dodał Per.
W tej chwili Vanja weszła do jadalni, patrząc na nich rozmarzonym wzrokiem, jakby w uniesieniu. Była rzeczywiście fascynująco pięknym dzieckiem a włosach w odcieniu nie polerowanej miedzi, miała brzoskwiniową cerę, delikatną jak płatki kwiatu, tylko zgrabny nosek zdobiło kilka zalotnych piegów. Rysy twarzy były subtelne jak u elfa i wydawało się, że nie idzie, a płynie w powietrzu. Zgrabna figurka, co prawda płaska z przodu, bo przecież Vanja była jeszcze dzieckiem, już zapowiadała się obiecująco. Samo patrzenie na nią sprawiało przyjemność: na jej pełne gracji ruchy, na kryjący się w kącikach ust uśmiech, a jej głos brzmiał jak pobrzękiwanie najdelikatniejszych dzwoneczków. Wokół dziewczynki unosiła się aura bezbronności, która wzruszała wszystkich bez wyjątku.
Ale Vanja wcale nie była bezbronna. Należała do najbardziej skomplikowanych osobowości Ludzi Lodu poza szeregiem dotkniętych przekleństwem i nikt nie wiedział, co kryje się w jej wnętrzu. Potrafiła zadziwić otoczenie mądrością i siłą ducha, której nikt się po niej nie spodziewał. Na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie nieśmiałej, nieco próżnej, miłej, lecz niespecjalnie błyskotliwej dziewuszki. Nie było to prawdą w ani jednym calu, Vanja potrafiła myśleć niezwykle przenikliwie (choć trzeba przyznać, że akurat ta cecha czasami zanikała) i miała niezmierzone pokłady osobistej odwagi. Wiedziała, że wzbudza w innych instynkt opiekuńczy, i świadomie to wykorzystywała, kiedy chciała coś osiągnąć. Jednocześnie serce miała tak dobre jak prawdziwa córka Ludzi Lodu.
