
W historii nosiło to nazwę epoki Starej Wiedzy Meldgeskiej. Technika Starej Wiedzy została już dawno zapomniana, ale od czasu do czasu natrafiano na jakieś jej osiągnięcia.
— I to miałby być egzemplarz z epoki Starej Wiedzy? zapytał Gregor.
— Właśnie. Ta maszyna to fabryka, która bezpłatnie produkuje. Myślę, że w całym naszym systemie nie ma więcej niż pięć, sześć takich egzemplarzy. No, a dzisiaj nikt czegoś takiego nie umie zbudować.
— A co właściwie produkuje ta maszyna? — zapytał Gregor.
— Skądże ja mam o tym wiedzieć — powiedział Arnold. — Daj mi, proszę cię, słownik meldgeski.
Nie okazując zniecierpliwienia Gregor podszedł do półki z książkami.
— Nie wiesz nawet, co ona produkuje? Tu masz słownik.
— Dziękuję. Co za różnica? Cokolwiek wytwarza, wytwarza bezpłatnie. Pobiera energię z powietrza, z eteru, ze słońca, zewsząd. Nie ma potrzeby włączać jej do czegokolwiek… Ona po prostu funkcjonuje bez końca.
Arnold otworzył słownik i zabrał się do szukania słów, które wyryte były na maszynie.
— Energia bezpłatna… Wcale nie tacy głupi ci starzy uczeni… Energia pobierana z powietrza… Zresztą mówię ci, że obojętne, co z tej maszyny wychodzi. Zawsze będziemy mogli ją sprzedać, a to, co w tym czasie wyprodukuje, będzie czystym zyskiem.
Gregor spoglądał na podnieconego wspólnika okrągłymi oczyma, a jego podłużna smutna twarz była coraz bardziej zachmurzona.
— Mój drogi — rzekł — czy muszę ci przypominać? Jesteś przede wszystkim chemikiem. Ja jestem biologiem. Nie znamy się na maszynach, a jeszcze mniej na maszynach zagranicznych i to tak skomplikowanych.
Arnold skinął tylko głową i nacisnął jakiś guzik. Maszyna wydała głuchy dźwięk.
— Poza tym — dodał Gregor — jesteśmy specjalistami w dziedzinie higieny międzyplanetarnej. I nie widzę powodu, dla którego…
Maszyna zaczęła jakby pokasływać.
