
— Kapuję — powiedział Arnold. — Tu jest napisane, że maszyna wytwarza bezpłatnie. Stanowi wielki sukces laboratoriów Glatten. Maszyna jest niezawodna. Niełamliwa. Działa bezbłędnie. Nie ma potrzeby włączania jej do jakiegokolwiek źródła energii. Aby ją uruchomić, wystarczy nacisnąć guzik oznaczony cyferką 1. Zatrzymać ją można za pomocą klucza liguryjskiego. Jeśli w czasie pracy wystąpi jakiś błąd, należy zwrócić się do laboratoriów Glatten.
— Może nie dość jasno się wyraziłem — zaczął ponownie Gregor — jesteśmy…
— Nie bądź głupcem — powiedział Arnold. — Puścimy maszynę w ruch i będziemy mogli przestać pracować… A to jest właśnie ten guzik numer 1.
Maszyna znowu wydała jakiś podejrzany dźwięk, który po chwili przekształcił się w regularny turkot. Upłynęło kilka minut, ale nic nie nastąpiło.
— Musi się rozgrzać — powiedział Arnold nieco zaniepokojony.
Nagle z otworu znajdującego się u dołu maszyny zaczął wysypywać się jakiś szary proszek.
— To może być odpad albo osad — mruknął Gregor. Ale przez następne piętnaście minut proszek regularnie wysypywał się z maszyny na podłogę.
— Nadzwyczajne! — krzyknął zachwycony Arnold.
— Co to jest?
— Nie mam najmniejszego pojęcia. Trzeba będzie zrobić analizę.
Z uśmiechem triumfu Arnold nabrał trochę proszku do próbówki. Gregor zaś milcząco wpatrywał się w maszynę wysypującą z siebie szary proszek.
— Czy nie sądzisz — rzekł wreszcie — że byłoby lepiej, gdybyśmy zatrzymali maszynę, dopóki się nie dowiemy, co to jest?
— Z pewnością nie — rzekł Arnold. — Cokolwiek to jest, musi mieć jakąś wielką wartość.
Zapalił palnik Bunsena, wlał do próbówki trochę wody destylowanej i zabrał się do roboty.
W biurze zapanowało milczenie. Trwało kilka godzin. Arnold ciężko pracował. Bez przerwy dorzucał do próbówki preparaty chemiczne, cedził osad i notował wyniki w wielkiej księdze, którą trzymał na biurku.
