
Znane, przyjazne dźwięki łagodnych krów i mleka tryskającego w drewniane skopki napełniały ją spokojem i radością. Ujrzała pisarza rozmawiającego z dwoma innymi mężczyznami; żaden z nich nie zwrócił uwagi na dziewczynkę, idącą przejściem między ryczącymi krowami. Dla Gunilli obora na dworze Bergqvara zawsze stanowiła źródło radości i podziwu. Była taka wielka i jasna, czysta i zadbana! Ze smutkiem pomyślała o ich własnych dwu krowach, umieszczonych w oborze tak ciemnej i małej, że rogami niemal sięgały dachu.
Przez chwilę stała obserwując zagłębionych w dyskusji mężczyzn. Pan pisarz był przystojny, o młodzieńczej sylwetce, ale twarz naznaczoną miał smutkiem. Dwaj pozostali byli bardziej krzepcy, weseli, choć wyraźnie bez fantazji.
Pisarz nareszcie ją dostrzegł i rozjaśnił się.
– Przecież to Gunilla z Knapahult! Z czym przychodzisz?
Mój Boże, jakże ona lubiła tego człowieka! I poznał ją! Pokłoniła się nisko.
– Przychodzę z wiadomością od ojca, panie Grip.
Arv Grip z Ludzi Lodu, syn Orjana, a wnuk Vendela Gripa, uśmiechnął się do niej ciepło.
– A zatem słucham, Gunillo!
ROZDZIAŁ II
Minęły trzy lata.
Dla mieszkańców parafii Diabelski Jar stał się przerażającą rzeczywistością.
Nie rozumieli, co mogło kryć się tam, na górze, na piaskach. Byli przekonani, że okolicę przejęły we władanie demony. Straszydła, które żywcem musiały połykać owce i inne mniejsze zwierzęta domowe, po zaginionych nigdy bowiem nie zostawał żaden ślad.
Wieśniaka, który pewnego dnia wybrał się do lasu, by nazbierać chrustu, znaleziono z roztrzaskaną głową. Innego goniły przez las włochate stwory; w ostatniej chwili udało mu się dobiec do domu, do ludzi. Młoda kobieta zniknęła bez śladu, a Ebba z Knapahult twierdziła, że w ciche noce od strony piasków dochodzi rozdzierający serce płacz.
