
– Czy on wie, co to jest?
– Nie, a ty wiesz? – zapytała, zadzierając nosa.
– Nikt inny niczego nie słyszał. Ale ja to sprawdzę.
– Ty?
Jej pogarda nie miała granic.
– Tak. Kiedy wrócę – dodał szybko na wszelki wypadek, bo dobrze jest się zabezpieczyć. – Teraz nie mam czasu.
Gunilli pociemniały oczy. Wcale jej się nie podobało, że jedyny towarzysz jej zabaw wkrótce ją opuści, choć ostatnio, co prawda, rozmowa z nim stała się dość krępująca.
– Lepiej będzie, jeśli się pospieszysz, żeby nikt cię przypadkiem nie ubiegł – rzuciła na odchodne i pobiegła dalej.
Stwierdzenie to było wieloznaczne i chłopak nie wiedział, co powinien przez nie rozumieć.
– Gunillo! – krzyknął, ale jego błagalne wołanie rozpłynęło się w powietrzu. Dziewczyna była już daleko. – Do diabla! – zaklął Erland, bo takich słów należało używać, kiedy miało się zostać żołnierzem. Pełen skruchy dodał jednak zaraz: – Wybacz mi, Panie Boże, wcale nie chciałem tego powiedzieć!
Gunilla była już mocno spóźniona, dlatego spiesznie przebiegła przez Bergunda, kierując się ku dworowi Bergqvara w późnowiosennym zmierzchu. Członek szwedzkiego parlamentu Posse miał zamiar przebudować dwór, jak słyszała. Plany były już gotowe i materiał porządnie ułożony w stosy suszył się na dziedzińcu zajmując sporą jego część. Będzie z tego piękny dom, pomyślała na widok jasnego, pachnącego drewna.
Skierowała się do gabinetu pisarza, bo z członkiem parlamentu Arvidem Erikiem Possem nikt nie rozmawiał, był na to zbyt wysoko postawioną osobą. Ale pisarz czy inspektor, jak również go nazywano, był otwartym człowiekiem, który zawsze i dla każdego znalazł miłe słowo i ciepłe spojrzenie.
Nie było go w gabinecie, a Gunilla nie chciała przedkładać sprawy, z którą przybyła, jego podwładnemu. Pragnęła pomówić z samym panem pisarzem, bo nie było na świecie drugiej osoby, którą lubiłaby bardziej. Dlatego poszła do skrzydła, w którym mieściła się obora, gdzie właśnie dyskutował z zarządcą dworu na temat produkcji mleka.
