
A wtedy ziszczą się marzenia Karła z Knapahult.
Tylko Ebba, ta durna awanturnica, tak strasznie rozpieszcza dziewczynę. I nawet słuchać nie chce o staraniach, by wydać dziewczynę za człowieka wyższego stanem! Jej zdaniem to Erland z Backa jest odpowiednim kandydatem na męża dla córki.
Phi! Karl przeszedł do izby. Przez chwilę stał przy łóżku, spoglądając na kuszące kształty żony, niewyraźnie rysujące się w ciemności.
Ta ladacznica znów zesłała na niego diabła! Nawet we śnie wiedziała, co robi. Uniósł już rękę do uderzenia, ale w porę się powstrzymał na myśl o awanturze, która niechybnie by wybuchła. Przezwyciężył grzeszne żądze, jakie w nim rozpaliła, i podszedł do wypaczonego okienka. Na zewnątrz panowała cisza.
Czym mogło być to, co usłyszał?
Chłop z Knapahult nie był człowiekiem wrażliwym. Zdarzało się jednak, że nawet on wyczuwał coś nieznanego, jakby zło płynące od piasków, będące być może dziełem Szatana, a może i nie?
Jego nieduża zagroda leżała nieco na uboczu, z dala od innych chałup, u stóp ciągnących się szeroko, porośniętych lasem wzgórz. Inni z pewnością nie mogli usłyszeć krzyków, docierały tylko tutaj. A Karl za skarby świata nie chciał robić z siebie głupca, rozgłaszając o tym w parafii. Jeszcze by się naraził na drwiny. W pamięci nadal tkwiło mu gorzkie wspomnienie sprzed paru lat, kiedy to ogłosił, że na parafię spadnie wkrótce kara za grzechy. Oznajmił, że ujrzał znak dany przez Pana, zapowiedź zbliżającego się Dnia Sądu, ba, znał nawet jego datę! Wiedział także, że przeżyją jedynie wybrani. Kiedy jednak w oznaczonym dniu nic się nie wydarzyło, stał się pośmiewiskiem całej wioski. Uratował wtedy swój honor twierdząc, zresztą zgodnie z prawdą, że to jego wstawiennictwo u Pana wybawiło ich wszystkich.
