
Ale później zjawiła się Ebba.
Oj, oj, oj!
Ebba o oczach gorejących niczym dwa płomienie. Ebba, która nosiła najbardziej wydekoltowane suknie, mając więcej do ukrycia niż jakakolwiek inna. Ebba, której talia była wąska niczym przewężenie w klepsydrze, a biodra poruszały się tak wyzywająco.
Karl wpadł po same uszy.
Wezwał dziewczynę do swej izby prywatnie, by nawracać ją indywidualnie, bo była przecież na wskroś przesiąknięta Szatanem. Przez pół godziny grzmiał i wrzeszczał, groził wiecznymi mękami, wykrzykując niepojęte, oderwane od siebie słowa o pokusie i żądzach, które musi z niej wypędzić. Wyciągnął rózgę i zaczął ją okładać po gołych pośladkach. I tu się przeliczył.
Nagle szczęka mu opadła, stanął z rozdziawionymi ustami i szklanym wzrokiem, aż wreszcie osunął się na kolana przed rozszlochaną, niczego nie rozumiejącą dziewczyną. Jego dłonie, nieposłuszne woli, która całkiem gdzieś się zatraciła, zaczęły miętosić jej ubranie. Dyszał ciężko i parskał jak rozwścieczony byk, odgarniał suknie, szukał. Ebba, zrozumiawszy, do czego zmierza, nie opierała się przystojnemu, poważanemu kaznodziei; osunęła się na podłogę, przyjmując dogodną pozycję. Pożądanie porwało go niczym żywioł, rwał i szarpał własne ubranie, pojękiwał i sapał z niecierpliwości, wzdychał i kwilił, aż wreszcie zdołał wyciągnąć swą broń, a Ebba w uniesieniu westchnęła „aaach!” i jeszcze szerzej rozłożyła nogi. Karl, kiedy ją w końcu posiadł, krzyczał głośno. Ebba nie krzyczała, bo dla niej nie był to pierwszy raz. Karl wcale tego nie zauważył. Niczym rozwścieczony byk parł naprzód. Nigdy dotąd nie przypuszczał, że diabelskie pokusy mogą sprawić mu tyle rozkoszy.
Od tej pory świata nie widział poza Ebbą. We dnie i w nocy, byle tylko zakołysała biodrami, był gotów. Bił ją, rzecz jasna, już pierwszego wieczoru wychłostał ją, nie mogąc zapanować nad wściekłością, ale nigdy nie uderzał tak, by było to nie do zniesienia. Ebba traktowała bicie jako część aktu cielesnego, przyjęła Karla na dobre i na złe i była z niego bardzo zadowolona. Wszak wszystkie kobiety uwielbiały przystojnego kaznodzieję.
