
Pobrali się i teraz Karl mógł poświęcić jeszcze więcej czasu na to, by wyzwolić ją z matni grzechu. Łajał żonę i bił, ale każda próba nawrócenia kończyła się kolejnym przypływem pożądania i wpadnięciem w szczodre objęcia.
Nienawidził za to Ebby jeszcze mocniej, bo przecież to jej wyłączna wina! On był człowiekiem silnym w Bogu. To ona usiłowała sprowadzić go na złą drogę z wąskiej ścieżki prawdy.
Nadeszła wiadomość z rodzinnych stron. Starszy brat Karla zmarł, Knapahult należało teraz do niego.
Natychmiast udali się do domu, by przejąć gospodarstwo. Przywieźli ze sobą córeczkę Gunillę, jedyne dziecko, jakie im zostało po stracie maleńkiego synka. Za tę niesprawiedliwość Karl jeszcze bardziej nienawidził żony.
Teraz nadal żywił przekonanie, że jest tak samo uwodzicielski i budzi pożądanie wśród kobiet jak za swoich młodych lat. Często jednak dostrzegał pogardliwy grymas na twarzy Ebby, kiedy jej wzrok zatrzymywał się na zwałach tłuszczu w pasie, na brzuchu, który wylewał mu się na uda. Widział, jak nozdrza drgają jej z odrazą, wyczuwając ostry, jakże męski zapach potu, który wydzielał, a raz powiedziała nawet, że jego cienkie, kanciaste, białe i owłosione nogi są wręcz odrażające. Wpadł wtedy we wściekłość i zbił ją. Nie powinna się skarżyć i narzekać, czyżby zapomniała o tych wszystkich kobietach, które klękały przed nim i wilgotniały tam na dole od samego tylko jego spojrzenia? „Tak, ale to było dawno”, ośmieliła się wówczas odpowiedzieć Ebba i znów posypały się na nią razy.
Ebbie także przybywało lat, ale trudno powiedzieć, by się postarzała. Należałoby raczej stwierdzić, że dojrzała. Jej piękne kształty jeszcze się zaokrągliły, stała się niezwykle pociągającą kobietą w kwiecie wieku.
