
Toyota w tumanie kurzu pokonała szczyt niewielkiego wzniesienia. Przed Streetem ukazało się nędzne gospodarstwo Abe'a. Należące do starego budynki rozrzucone były na obszarze kilku hektarów płaskiej, jałowej ziemi jak szczątki rozbitego statku. Stał tam walący się dom, pokryty blaszanym dachem, kilka wypalonych przez słońce zabudowań gospodarczych, ciągniki zniszczone przez rdzę i niewłaściwe użytkowanie, zdezelowany sprzęt wydobywczy, porzucone ciężarówki z napędem na cztery koła i pochodzącej z czasów drugiej wojny światowej wrak Dakoty RAAF-u, która rozbiła się w pobliżu farmy kilka dni przed końcem wojny.
Nagle błyszczący, hałaśliwy i bardzo nowoczesny helikopter wyskoczył na niebo zza blaszanego dachu domu. Street z całej siły nadepnął na hamulec i Toyota zatrzymała się z dygotem. Usiłował dostrzec znaki identyfikacyjne, kiedy helikopter zakręcił i przeleciał nad jego głową. Spodziewał się zobaczyć herb policji stanowej Australii Zachodniej, symbol Australijskich,Sił Obronnych albo logo Powietrznej Służby Medycznej.
Tymczasem obłe boki helikoptera były gładkie i anonimowe jak skorupka jaja. Jego właściciele, tak samo jak Street, nie chcieli ujawniać swojej obecności na stacji Abe'a Windsora. Wściekły i pełen obaw; uderzył pięścią w kierownicę. Potem wrzucił bieg i ruszył w dół wzniesienia.
Kiedy samochód z poślizgiem zatrzymał się w czerwonym pyle przed domem Abe'a, Street wyskoczył zza kierownicy i padł na ziemię, trzymając w ręku półautomatyczny pistolet. Z precyzją komandosa wybiegł zza osłony samochodu i skrył się za jakąś zardzewiałą maszyną, a potem schronił się za rogiem domu. Zaryzykował i szybko zajrzał przez brudne okno do wnętrza.
Duży pokój oświetlała lampa naftowa. Na środku, na długim stole, leżał bosonogi trup, przykryty kawałkiem postrzępionego płótna. Jedyną poruszającą się rzeczą była zwykła w australijskim interiorze chmara much.
