Za kuchennymi drzwiami rozległo się ciche skrzypienie zbutwiałych desek podłogi. Ktoś chciał wymknąć się z domu.

Street wpadł do ciemnej kuchni. Był na tyle szybki, że w ostatniej chwili dostrzegł jakąś ciemno ubraną postać wyślizgującą się na zewnątrz. Znów rozległ się obcy dźwięk, tym razem pośpieszny tupot nagich stóp, biegnących po pylistej ziemi.

Street rzucił się do otwartych drzwi i szybko wystrzelił. Kula dosięgła uciekającego, zanim zniknął za rogiem jednego z budynków gospodarczych. Padł twarzą na ziemię. Street ostrożnie podszedł do niego i sprawdził, czy nie ma broni. Nic nie znalazł. Wstał i nogą odwrócił leżącego na plecy. Chu, kucharz Abe'a, spojrzał na niego przez zmrużone oczy, w których widać było ból. Street wycelował pistolet prosto w czoło.

– Gdzie jest pudełko, ty złodzieju?

Chu skrzywił się z bólu i syknął przez zęby, ale nic nie odpowiedział.

– Słuchaj no. – Street naparł płaską podeszwą buta na zranione ramię Chińczyka. – Mów, gdzie jest pudełko i welwetowa sakiewka!

Chu jęknął i odparł coś po chińsku, prośbę o litość albo przekleństwo.

Street mocniej nacisnął butem na ramię Chińczyka. Kątem oka zauważył ledwo dostrzegalne poruszenie. Ktoś wyskoczył z cienia budynku gospodarczego. Street odruchowo odwrócił głowę.

Chu, korzystając z okazji, zwinął się we dwoje i zamierzył się, żeby kopnąć przeciwnika w krocze. Atak z dwóch stron był szybki i skoordynowany, więc Street od razu odgadł, że wpadł w pułapkę zastawioną przez zawodowców. Jego reakcja była równie szybka i groźna. Bez namysłu strzelił do Chu, jednocześnie robiąc unik tak, że cios kucharza chybił celu.

Na ułamek sekundy, zanim kula weszła w ciało, pięta Chińczyka uderzyła nieszkodliwie w muskularne udo Streeta. Płynnym ruchem rzucił się na bok, jednocześnie mierząc pistoletem w drugiego napastnika. Padając na ziemię oddał dwa strzały. Żaden nie był celny, ale ten manewr pozwolił mu uchylić się przed wymierzonym w głowę kopniakiem, który roztrzaskałby mu czaszkę.



4 из 351