
— Po co poddajesz ludzi próbie człowieczeństwa?
— By ich uwolnić.
— Uwolnić?
— Kiedyś ludzie scedowali myślenie na maszyny z nadzieją, że dzięki temu będą wolni. Ale umożliwili tylko innym ludziom i ich maszynom ujarzmienie siebie.
— „Nie będziesz czynił machin na obraz i podobieństwo umysłu człowieka” — zacytował Paul.
— Wprost z Dżihad Kamerdyńskiej i Biblii Protestancko-Katolickiej — powiedziała. — Lecz to, co głosi B.P.K., winno brzmieć: „Nie będziesz czynił machin udających umysł człowieka”. Czy studiowałeś u mentata w twej służbie?
— Studiowałem u Thufira Hawata.
— Wielka Rewolta zmusiła tym umysły istot ludzkich do rozwoju. Powstały szkoły rozwijające talenty człowieka.
— Szkoły Bene Gesserit?
Przytaknęła.
— Z owych starożytnych szkół pozostały do dziś dwie najważniejsze: Bene Gesserit i Gildia Planetarna. Gildia, jak sądzimy, kładzie nacisk na prawie czystą matematykę. Bene Gesserit zajmuje się innymi sprawami.
— Polityką.
— Kull Wahad — zawołała stara. Rzuciła surowe spojrzenie na Jessikę.
— Ja mu nie mówiłam, Wasza Wielebność — powiedziała Jessika.
Matka Wielebna ponownie skupiła uwagę na Paulu.
— Wpadłeś na to nie mając prawie żadnych poszlak — zauważyła. — Rzeczywiście polityką. Pierwszymi szkołami Bene Gesserit kierowali ci, którzy dojrzeli potrzebę stałej ciągłości w sprawach ludzkich. Zrozumieli, że takiej ciągłości nie będzie bez oddzielenia rasy ludzkiej od rasy zwierzęcej — w celach rozrodczych.
Nagle słowa starej utraciły dla Paula swą szczególną ostrość. Obraziły w nim to coś, co jego matka nazywała instynktem prawości. Nie żeby go Matka Wielebna okłamywała. Było jasne, że ona wierzy w swoje słowa. Chodziło o rzecz istotniejszą, związaną z jego straszliwym przeznaczeniem. Powiedział:
