
– Ewka, zaczekaj! – wołający ją głos kuzyna gonił ją do samej furtki jej podwórka. Dziewczynka zupełnie go zignorowała.
W domu nie było nikogo. Rodzice byli zajęci na łące. Kiedyś sianokosy trwały dłużej, ale teraz, kiedy tata kupił urządzenie do zbierania siana, było o wiele łatwiej, powinni byli skończyć do niedzieli.
Dziewczynka włączyła telewizor. Telewizja polska nadawała właśnie szósty odcinek serialu „Czterej pancerni i pies". Janek Kos uśmiechał się z czarnobiałego ekranu. Był taki śliczny. Jak dorosnę – pomyślała – mój mąż będzie wyglądał równie przystojnie. – Ponownie przypomniała sobie niedorzeczności, jakie wygadywał jej starszy kuzyn. – I będzie taki dobry, że nigdy mnie nie zostawi dla żadnej innej kobiety – postanowiła – bo będę najlepszą żoną na świecie.
Rozdział 1
Dzień urodzin jest na swój sposób wyjątkowy. Przecież to wielkie święto dla rodziny, przyjaciół, wreszcie dla samej jubilatki. Miłe drobiazgi, upominki, serdeczne życzenia stu lat w szczęściu i zdrowiu. Wspomnienia, snucie dalszych planów na przyszłość, to nieodłączna część tego dnia.
Dla Ewy dzień jej trzydziestych urodzin przyniósł przygnębienie. Już nie było dwójki z przodu. Pamiętała, jak czekało się na upragnioną osiemnastkę, która otwierała drogę do dorosłości, jak po niej przyszła dwudziestka, dosłownie szczyt marzeń, przypieczętowanie tej dorosłości. Dziś dwójka kojarzyła się jej z czymś młodzieńczym, radosnym, wręcz beztroskim niekiedy, chociaż Ewa od dawna była kobietą zamężną, matką dwóch całkiem sporych córek. Zastąpiła ją bolesna trójka, w szkole stopień dostateczny, czyli ni tak ni siak.
