
Left przez chwilę spokojnie mu się przyglądał, potem pokiwał głową.
— Czego chcecie i co jesteście skłonni nam dać w zamian?
— Macie rację co do tego, że najbardziej potrzeba nam personelu do bezpośrednich działań — odparł O’Reilly. — Wojna pochłonęła wielu naszych ludzi, a potrzebujemy zespołów szybkiego reagowania…
Left pokręcił głową.
— Nie możemy występować bezpośrednio przeciwko Darhelom. To by pogwałciło Układ. Chociaż być może nie jest zgodny z konstytucją, uważamy, że w dłuższej perspektywie będzie leżał w interesie nas wszystkich.
— To właśnie Układ i wasze starania, by go stworzyć, zrobiły na mnie wrażenie. Moim zdaniem jednak za szybko daliście sobie spokój. Pięciu Darhelów za generała Taylora to kiepski przelicznik. Piętnastu, dwudziestu, stu, jeśliby się dało…
— Jestem skłonny się zgodzić — powiedział Left z nikłym uśmiechem. — Jednak pięciu to wszystko, co mogliśmy zrobić. Jeśli… kiedyś będziemy musieli to powtórzyć, pięciu to chyba wszystko, co jesteśmy w stanie zagwarantować. Ponieważ Darhelowie mogą nie zawahać się przed zabiciem jakiegoś wysokiego stopniem żołnierza za cenę pięciu swoich, uznaliśmy, że jeśli będzie to osoba szczególnie chroniona, zamach na nią można będzie potraktować jako wypowiedzenie wojny. Generalnie jednak my sami nie możemy wystąpić przeciwko Darhelom. A więc do czego potrzebowalibyście ludzi?
